Alexander Wurz
| Ten artykuł dotyczy niemieckiego kierowcy F1. Zobacz też hasła o innych osobach o tym imieniu. |
Alexander Wurz – były kierowca F1 rodem z Austrii. Lubi Roberta Kubicę, a jego idolem jest emerytowany kierowca Michael Schumacher. Najlepszym przyjacielem Alexa jest jego bolid, z którym się zaskakująco długo nie rozstawał. Kupił go na Allegro w częściach i posklejał. Sunął nim po wszystkich drogach i śmietnikach.
Kariera[edytuj • edytuj kod]
Podczas GP Australii w 2007 r. o mało nie stracił głowy, bo Szkot David Coulthard przeleciał swoim bolidem nad bolidem Alexa i o 3 cm minął jego głowę. To się nazywa mieć szczęście. – To ostrzeżenie, noście kaski! – powiedział. Kolejnym jego wypadkiem było prawie zabicie Felipe Massy w Japonii w tym samym sezonie. Po tym właśnie sezonie zaczął jeździć Williamsem po śmietnikach.
10 czerwca 2007 roku wydarzyła się rzecz niesłychana – Alexander stanął na trzecim stopniu podium (ale że znowu?). Po tym wydarzeniu zaczął znowu prezentować optymalną wyścigową formę aż do końca dni w bolidzie.
Koniec?[edytuj • edytuj kod]
Po kolejnych dniach w karierze typu zaniedbana kratownica z przebłyskami w padoku rozgorzała smutna wiadomość – 8 października 2007 roku Alex ogłosił zakończenie kariery, wprawiając w smutek nie tylko widzów, ale i maruderów, którzy dzięki występom Wurza dostawali dodatkowe punkty do sensu obcowania w Formule 1. To oznaczało rozstanie ze światem wyścigów… do pewnego czasu. Niecałe dwa lata później wrócił do kokpitu, ale bolidów typu endurance i tym razem dowiózł sukces w postaci wygranej w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. Później już nie wygrał, ale przynajmniej miał dobre zajęcie na relaks w czasie jazdy aż do 2015.
Żeby tego było mało, po kolejnych latach w ramach niespodzianki wrócił w nowej roli, tzn. zajął się tworzeniem projektów torów, tych mniejszych i większych. Do tego dochodzi remontowanie na rzecz kierowców, aby ci też mogli się wlec[potrzebne źródło] i się rozbijać w stylu nowoczesnym, jak to miało miejsce za czasów jego kariery w F1. Arabowie już zwęszyli potencjał i liczą na to, że już w 2027 roku będą mogli się szczycić nieziemskim torem wyścigowym pod patronatem byłego austriackiego bolidziarza. Oczekiwania może są wysokie, ale i tak porównywalne do 3 cm od głowy.
To jest tylko zalążek artykułu z dziedziny sportu. Jeśli dostałeś się do kadry olimpijskiej – rozbuduj go.