„Złote Ziemniaki 2025” rozdane!
Nagrodziliśmy najbardziej absurdalne wydarzenia minionego roku – zobacz kto wygrał!
Bitwa o krzyż (1998)
| Ten artykuł dotyczy bitwy prawdziwych Polaków z 1998. Zobacz też Bitwa o krzyż. |
| Bitwa o krzyż (1998) | |
|---|---|
| Konflikt | Próba usunięcia krzyża, postawionego przez samego Jana Pawła II |
| Data | Od 14 czerwca 1998 do 28 maja 1999 |
| Miejsce | Żwirowisko w południowo-wschodniej części Auschwitz |
| Wynik | Zarekwirowanie przez wojsko 322 krzyży |
| Strony | |
| Dowódcy | |
|
|
| Siły | |
|
|
| Straty | |
|
|
|
Bitwa o krzyż (1998) – pierwsza prawdziwa bitwa III Rzeczpospolitej, przeprowadzona na żwirowisku w Oświęcimiu. Była to próba generalna sił moherowych beretów, które za 12 lat wykorzystały swoje doświadczenie z sukcesem…
Przebieg bitwy[edytuj • edytuj kod]
Prolog[edytuj • edytuj kod]
Kiedy Armia Czerwona nie miała już czego wyzwalać, a doktor Mengele kombinował, jak przeżyć w Argentynie bez znajomości portugalskiego, Auschwitz-Birkenau zostało przekształcone z obozu koncentracyjnego w muzeum, w którym jedyne, co się koncentrowało, to liczba wycieczek na metr kwadratowy. W 1979, podczas pierwszej pielgrzymki papieża do Polski, na terenie żwirowiska leżącego na uboczu obozu, została uroczyście odprawiona msza. Po niej pozostał krzyż, który postawił sam Karol Wojtyła, będąc wtedy jeszcze w sile wieku.
Problem z krzyżem był taki, że zainteresowali się nim Żydzi[1]. Izraelici, widząc panoszących się chrześcijan, dostali tradycyjnej dla nich nerwicy, którą tłumaczyli zasadami swojej wiary, zakazującej stawiania jakichkolwiek symboli religijnych na „cmentarzach”. Aby im jeszcze bardziej dopiec, w pobliżu obozu postanowiono umieścić klasztor karmelitanek.
Żydzi zatem postanowili przeprowadzić tzw. nieformalny atak dyplomatyczny – w 1994 delegacja amerykańskich Żydów przyjechała do Oświęcimia i protestowała zarówno przeciw krzyżowi, jak i klasztorowi. Atak się udał w 50% – klasztor został przeniesiony[2]. Kiedy informacje o przeniesieniu klasztoru zostały rozpowszechnione pocztą pantoflową, doszło do powołania pierwszych jednostek armii moherowej, którymi przewodził Kazimierz Świtoń – przeciwnik złych czasów, doskonale wiedzący, że Lech Wałęsa prostował kable dla Służby Bezpieczeństwa S.A. Został on namaszczony przez dopiero rozwijające się struktury Radia, Telewizji oraz obu braci Kaczyńskich. Ze wsparciem osobowym oraz duchowym wyżej wymienionych instytucji rozpoczęto trening dla wszystkich, którzy chcieli się przygotować na walkę.
A zaczęło się dziać coraz gorzej – w imieniu Żydów do sprawy krzyża włączyło się MSZ Izraela, które domagało się jego usunięcia. Władze polskie podeszły do tej sprawy w sposób ogólnikowy, zbywając temat i zaprzeczając samym sobie. To spowodowało furię u ambasadora Izraela w Polsce, który pogroził atakiem Stanów, sankcjami i pokrzyżowaniem planów wstąpienia do NATO. Rząd, przerażony słowami przedstawiciela izraelskiego, postanowił sprawę krzyża załatwić jak najszybciej, poprzez jego przeniesienie. Kiedy do opinii publicznej dotarły plotki o planowanych przenosinach, Świtoń przyspieszył ostatnie szkolenia i ustanowił „dzień zero”, którym był 14 czerwca 1998.
Starcie[edytuj • edytuj kod]
Pierwszego dnia Świtoń wkroczył na teren żwirowiska z własnoręcznie przygotowanym namiotem, który postawił obok bramki, tak aby naliczać opłaty za wejście i po to, aby jego zmagania głodowe były lepiej widoczne z zewnątrz. Żwirowiska broniły bramy: zarówno ta metalowa obozu, jak i ludzka, składająca się z oddziałów wiernych radiosłuchaczek. Wszyscy się modlili – babcie przewijały koraliki różańca, modląc się o to, co zwykle, a Świtoń modlił się o opamiętanie narodu polskiego i całego świata. W tym samym czasie gromił Żydów, polityków, księży, ten rząd, poprzedni rząd, prezydenta i premiera z własnej ambony[3].
Kiedy pierwsze wycieczki szkolne zwiedzające obóz zamiast przewodnika zaczęły słyszeć kazania, to przewodnicy tychże wycieczek dzwonili do dyrekcji Muzeum Pamięci Auschwitz-Birkenau, a dyrekcja dzwoniła do rządu, który załamał się, słysząc, co się dzieje w Oświęcimiu. Powoli zaczęli pojawiać się gapie, a z gapiami pojawiły się media, przez które cała Polska słuchała dobrej nowiny, jaką głosił prorok Świtoń. Natomiast oburzenie narodu żydowskiego było tak duże, że aż przez pierwsze trzy tygodnie nie byli w stanie wydusić jakiegokolwiek oświadczenia wobec „incydentów na żwirowisku”. Pierwsze starcie przyniosło remis na 1:1, ze wskazaniem na drużynę Świtonia.
Kolejne dni[edytuj • edytuj kod]
W kolejnych dniach zdecydowano o rozszerzeniu akcji o przynoszenie i wbijanie własnych krzyży. Każdy krzyż miał swoją dedykację – jeden był dla związku zawodowego kolejarzy, kolejny był od grupy biblijnej z kościoła w Knurzych Dołach, niektóre były z dedykacją dla samych babć, ich rodziny/dzieci/wnuków itd. Wszystkie krzyże zostały postawione wokół krzyża papieskiego, co w ciągu miesiąca zwiększyło liczbę krzyży na żwirowisku z jednego do ponad 130. Emanujące krzyże stały się kolejnym elementem panoramy obozu, który z miejsca zadumy stał się miejscem polskiej dumy. Przeszkolone oddziały moherowych beretów stanowiące mur wymieniały się co 21 godzin i 37 minut. Na teren obozowiska zaczęto wpuszczać pielgrzymów z całego kraju, a nawet z Polonii, którzy fundowali kolejne krzyże. Kazimierz Świtoń, po tym jak zobaczył skutki swojej głodówki, zrezygnował z niej po 42 dniach od rozpoczęcia protestu.
Jednak z czasem siły przeciwne obrońcom przypuściły kontratak. Kościół katolicki w formie Konferencji Episkopatu Polski działalność obrońców potępił, ograniczając obecność krzyża jedynie do oryginalnego papieskiego, a Kościół katolicki w formie Bractwa Świętego Piusa X odprawił uroczystą mszę pod krzyżem papieskim i ponadto postawił swój krzyż[4], co mówi nam wiele o jedności Kościoła. Rząd izraelski po 3 tygodniach milczenia o dziwo nie przypuścił ataku na żwirowisko, lecz ponownie wrócił do szturchania polskiego MSZ „o jak najpilniejsze zajęcie się tą sprawą”. Organizacje żydowskie i diaspora w Polsce oraz na świecie jednomyślnie potępiły to, co się działo w Oświęcimiu.
Upadek[edytuj • edytuj kod]
Po 2 miesiącach protestu na żwirowisku stało już ponad 240 krzyży. Z czasem liczba pielgrzymów na żwirowisko znacząco się zmniejszyła – w wolniejszym tempie również zwiększała się liczba krzyży, gdyż od września do maja przybyło jedynie 90 krzyży, ustanawiając rekordową liczbę na 323. Mur złożony z beretów odszedł do domu, gdyż oddziały jeszcze nie odkryły pomysłów na to, jak poradzić sobie z zimnem. Świtoń, będąc sprytną i zaradną osobą, przekształcił prowizoryczny namiot na kamper[5], kupił farelkę i stamtąd doglądał sytuacji na żwirowisku.
Lecz 7 maja 1999 przyszedł kontratak ze strony Cyrku, który po długim czasie przepchnął ustawę o ochronie terenów byłych hitlerowskich obozów zagłady. Dni krzyży na żwirowisku były policzone. Dnia 27 maja Świtoń ogłosił, że teren żwirowiska został zaminowany razem z nim. Jednak nie był na tyle chętny, aby ładunki przetestować na oddziałach policji, przez co trafił do więzienia za próbę zamachu terrorystycznego. Ostatecznie 28 maja 1999 wojsko zarekwirowało wszystkie nowe krzyże, które trafiły do innego, bardziej godnego miejsca[6]. Na miejscu ostał się jedynie oryginalny krzyż papieski.
Epilog[edytuj • edytuj kod]
Po tym, jak krzyże zostały usunięte, co roku odbywały się protesty, które z każdym rokiem były coraz bardziej liche i nie przypominały wydarzeń z przełomu 1998 i 1999. Po tym, jak krzyże zostały wywiezione stamtąd, nikt nie próbował ich tam przynieść. Zresztą, nie byłoby to możliwe, bo od 2004 żwirowisko nie jest tylko przy muzeum – ono należy do muzeum. Jednak oryginalny krzyż papieski nie dość że został, to jeszcze uzyskał ochronę rządową, przez co jego usunięcie zostało w znacznym stopniu utrudnione.
Wynik bitwy[edytuj • edytuj kod]
Zwycięstwo przypadło zwolennikom krzyża, którzy osiągnięli swój cel – do próby usunięcia krzyża nie doszło i nie dojdzie. Co do sprawy 323 krzyży, to tutaj sprawa staje się skomplikowana. Rząd osiągnął swój cel i oczyścił żwirowisko z dodatkowych krzyży. Jednak należy wziąć pod uwagę, że zrobił to w wyniku naprędce stworzonej ustawy, a ponadto musiał uciec się do podstępu, żeby wymusić opuszczenie żwirowiska przez Kazimierza Świtonia, dlatego należy stwierdzić, że zwycięstwo moralne i wiekuiste należy do patriotów – rząd bał się im cokolwiek zrobić, a krzyże stały na żwirowisku przez ponad rok, znacznie dłużej niż pod Pałacem Prezydenckim.
Inspiracja[edytuj • edytuj kod]
Walka i sposób jej organizacji stały się inspiracją dla późniejszych wodzów – przede wszystkim prezesa Kaczyńskiego oraz ojca dyrektora, którzy na podstawie jednostek oświęcimskich zbudowali nieoficjalną formację na obszarze całego kraju, działającą pod przykrywką partii PiS. Praca tych obydwu dowódców sprawdziła się w drugiej bitwie o krzyż, gdzie zostały użyte elitarne oddziały warszawskie o identycznej strukturze, co oryginalne oddziały oświęcimskie. Wysiłek Świtonia w koordynowaniu i ćwiczeniu swoich jednostek nie poszedł na marne.
Zobacz też[edytuj • edytuj kod]
Przypisy
- ↑ Jak zwykle – przyp. antysemity
- ↑ Co prawda, został on przeniesiony rok wcześniej, ale ten detal nie pasuje do naszej historii
- ↑ Która składała się z mikrofonu za 3,50 i wzmacniacza kosztującego drugie tyle
- ↑ Większy od papieskiego!
- ↑ Pewien cygan mógłby mu buty czyścić
- ↑ Czyli śmietnika pod klasztorem franciszkanów w pobliskich Harmężach