Cebularz
Cebularz lubelski (również cebularz, jęz. biedy cebulak, cebulacek) – przysmak w formie placka o wysokich walorach smakowych; efekt kolaboracji Polaków, Lubelszczan i Żydów z prawdziwego zdarzenia. Pomimo usilnych prób zgładzenia kultu jego manifestu, nie przepadł w odmętach historii, ale wręcz urósł do rangi honorowanej tradycji, a jego smakowity aromat unosi się do dziś. Zaskakująco skuteczny sposób na pokonanie antysemitów i nowe wcielenie sacrum.
Historia[edytuj • edytuj kod]
Początki sięgają czasów Biblii, a dokładniej momentu ucieczki z Egiptu. Z nieba spadł pokarm w formie płatków rozpływających się w ustach, który nazwano manną. Jednak tylko rabini wiedzą, że w oryginalnym tekście chodziło o placka cebulą oprawionego, za to wyjątkowo smacznego, którego smaki w ustach się rozpływały. Sugeruje to istnienie pierwowzoru cebularza.
W średniowieczu istnieje niewiele śladów istnienia, głównie ze względu na ostre naparzanki religijne. Szczególnie obawiano się krzyżaków ze względu na to, że znajdzie ich Jezus zakon, a jeszcze bardziej ich niezdolności do walki, ponieważ to by się wiązało z koniecznością poddania się misjonarzom świętej racji Mahometa. Właśnie dlatego żydzi nie wychylali nosa poza domy i synagogi, chyba że się było w Jerozolimie. Próżno szukać kolejnych śladów, a przynajmniej do dalszego rozwoju wydarzeń…
Prawdziwy początek[edytuj • edytuj kod]
Przez kolejnych kilkaset lat o sprawie było cicho, głównie za sprawą niecnych knowań szlachty za czasów I Rzeczpospolitej. Niestety wszystkie ich misterne plany poszły w pizdu wraz z terenami kraju, a jedyne co zostało po Rzeczpospolitej Obojga Narodów to wyraźny podział narodowościowy/etniczny/„jak zwał tak zwał”. W efekcie Żydzi dalej przesiadywali na rejonie za czasów zaboru rosyjskiego jak gdyby nigdy nic. Do momentu po porażce powstania styczniowego nie było większych kłopotów, a tu nagle przyszło ukryć duże pokłady lubelskiego maku przed kontrolą władz, bo kolejnego pierdolenia w robocie kontrolowania obszaru nadwiślańskiego miało już nie być. Pojawił się pomysł na wrzucenie maku do ich koszernego pieczywa. Eksperyment przeprowadzono w Lublinie i przyniósł lepsze efekty niż przypuszczano. Miasto stało się Zagłębiem Cebularzowym, a tamtejsze piekarnie się rozkręciły i niczym Szlangbaum po przejęciu sklepu zaczęły robić interes w najlepsze, co jednocześnie podkręciło nastroje antysemickie na ziemiach polskich. Ale Polacy i tak się zajadali i sobie chwalili.
Rynek kwitł w najlepsze i po odzyskaniu niepodległości tylko umocnił swoją pozycję, a polonizacja regionu sprawiła, że przepis i tajniki wreszcie stały się zrozumiane. Zanosiło się na spokojne istnienie, dopóki austriacki malarz doszedł do władzy z zamiarem przemalowania krajobrazu europejskiego, który za pierwszy cel uwziął sobie zniszczenie Żydów, w tym ich dziedzictwa. Oczywiście przy tym wszystkim musieli też ucierpieć Polacy broniący samych siebie przed nadchodzącą zgubą i obozami. Jak dobrze wiadomo, plan nie do końca wypalił w przeciwieństwie do samobójstwa Hitlera, więc fragment żydówki ocalał. Mało tego, Izraelici doczekali się swojego państwa i tam zmykali, ale przepis pozostał, a w niedługim czasie doczekał się polonizacji jako cebularz lubelski. Niestety, nie było jeszcze dane skosztować skarbów cebularza z powodu komuny i jej niefortunnych efektów ubocznych. To zapoczątkowało nowy, dziwny rozdział – pojawienie się podróbek nowego przepisu „bieda edition”, a oryginał był trudny do dostania. I tak miało zostać…
Chociaż nie, jednak nie. Mur runął, ludzie się pojednali, a przegnanie jedynego słusznego ustroju doprowadziło do upragnionego końca czasu bezpieki i powrotu cebularza. Polacy się dopatrzyli, później Unia też się dopatrzyła, nawet przyznała mu ochronę dla dobra regionalnego. Pomimo faktu, że znacznie wykracza zarówno poza dobro, jak i regionalne. A ludzie znowu się zajadali w najlepsze, bez znaczenia czy to sierota, czy też Soros wymyślający plan na kolejne ogranie banku krajowego. Happy end.
Produkcja i spożycie[edytuj • edytuj kod]
Oczywiście nie można dopuścić myśli do głowy, że cebularze biorą się znikąd ani byle jakiego miejsca. Nie zaznasz go w większości sieci handlowych albo lokalnych spożywczaków, bo to są nieadekwatne miejsca na tak czczone relikwie, takie dobrodziejstwa wychodzą tylko z piekarni. Tam właśnie zbierają się odpowiednio wyszkoleni rabini współpracujący z innymi piekarzami, którzy instruują ich w celu zrodzenia dzieła smaku. Całość zaczyna się od formowania na podobieństwo boskie ze specjalnie dobranych składników:
- mąka;
- cebula;
- mak z rodzaju szczególnie wciągających™;
- dwupiek smakowości;
- drożdże;
- esencja chanukowa;
- trójsmakan zajebistości (VI);
- olej (często również chanukowy);
- lodzian miodziowy (III);
- sól.
W specjalnych wersjach można również znaleźć dodatek sera dla dodatkowych wrażeń. Następnie przychodzi czas tzw. odpalenia żydowskiego (czyt. wypieku). Potem następuje długo wyczekiwany moment odebrania produktu do testu końcowego, gdzie po oczyszczeniu wybiera się dwa cebularze na poświęcenie próby jakości. Aż dwa, ponieważ to uwiarygadnia wynik i pozwala na adorację smakowania koszernego. Sukces tej próby jest nagradzany znakiem koszerności, stanowiącego potwierdzenie jakości na poziomie dzieła kulinarnego. Oczywiście bez jaj. W takim stanie wyrusza na podbój świata (gastro).
Sam proces tworzenia pokazuje, że wpis na listę tradycyjnych produktów pod ochroną nie jest przypadkowy. Zajebistość tego przysmaku uderzyła do głów do tego stopnia, że Polacy opracowali wersję dostosowaną do własnych nawyków żywieniowych, tzn. wywalono wszystkie składniki poza cebulą i chlebem, zwaną cebulakiem[1]. Oczywiście nie ma on podjazdu do prawdziwego cebularza z Lublina.
Cebularze lubelskie najlepiej smakują świeże i ciepłe tuż po wyjęciu z pieca, chociaż każda temperatura i miejsce jest dobra na jedzenie. Można go zjadać na różne sposoby:
- tak po prostu,
- klasycznie,
- na bogato,
- na grubo
- na Żyda (jak ktoś się podzieli),
- z dodatkami,
- z ziomkami.
Cebularz jako motyw w sztuce[edytuj • edytuj kod]
Orzeł, chodź, dam ci cebularz
- Cebularz odgrywający ważną rolę w polskiej kinematografii
Na pierwszy rzut oka to po prostu kawałek placka z dodatkami, głównie cebuli. Jednak niewiele osób sobie zdaje sprawę o jego faktycznej roli. Albowiem tylko ci, którzy poznali go od kuchni (a jest ich niewielu), zdają sobie sprawę z jego znaczenia na rozwój kulturowy cywilizacji. Co ważniejsze, ten proceder funkcjonuje już od paruset lat, a zjedzenie go nie tylko wypełnia pustkę w brzuchu, ale też w sercu, umyśle, a nawet duszy[2]. Takim sposobem doczekał się szacunku u oświeconych, a ci w zamian uczynili z niego motyw sztuki, nazwanego po prostu motywem cebularza. Przykładowe dzieła z jego wykorzystaniem to:
- Orzeł – w trakcie wycieczki po zabytkowych budynkach Zabrza, filmowiec oferuje tytułowemu Orłowi cebularza. Ten jednak w grzeczny sposób odmówił, pomimo faktu że ten chciał dobrze i dotrzymywał mu kroku podczas podróży, tym, nadając mu symbol samarytanizmu, buntu, odrzucenia ludzkości. Materiał w sam raz na dyskusje i analizy wszelkiego rodzaju, nie tylko te filozoficzne[3].
- Księga Testovirona – cebularza szczególnie sobie upodobał polski uczony znany pod ps. „Testoviron”, z którego chętnie korzystał do wytykania wad polskich. Nie bał się również prowokacji, o czym świadczy jego wezwanie do naprawy „polaki biedaki cebulaki”. Przełożyło się to również na akcję „C.E.B.U.L.A.R.Z.”, a jej powodzenie nadało nową symbolikę: determinację, podjęcie działania i szukanie prawdy. Dodatkowo wskazuje się na motywy oblicza oświecenia, realiów nauki oraz
spierdoleniawad systemu szkolnictwa polskiego, nie wspominając już o judaiźmie i jego pozycji na świecie. A wszystko to w produkcji krótkometrażowej „Principia Mathematica”[4].
- Żelazna kopuła – w efekcie spożycia dużych ilości dymu chanukowego w sztabie wojskowym (a tym samym ministerstwie) nagle komuś się uwidziało, że świeżo przyniesione cebularze na spotkanie próbują przekazać wiadomość. Kropki maku odczytano jako zniszczone tereny Izraela, ale tylko pozornie, bo były oddzielone od reszty warstwą cebulowo-serową. Podsunęło to pomysł na zbudowanie systemu, który miał chronić kraj niczym ta warstwa, tyle że cebulę zamieniono na rakiety do strącania rakiet, ale tych złych, w tym Hamasu.
Niestety pomimo szerokich i praktycznych zastosowań, mało kto się zdecydował na skosztowanie bogactw cebularza. W efekcie jeszcze przez wiele lat ludzie nie będą znali prawdy w przeciwieństwie do Żydów, którzy dzięki cebularzowi dysponują mocą do władania nad światem, a tym samym potrafią wszystko.