„Złote Ziemniaki 2025” rozdane!
Nagrodziliśmy najbardziej absurdalne wydarzenia minionego roku – zobacz kto wygrał!
NonNews:„Złote Ziemniaki” rozdane po raz osiemnasty!
15 stycznia 2026
|
Uwaga! Warning / Achtung / Pozor / Внимание / Figyelem / 危ない Zapraszamy na galę nagród „Złote Ziemniaki 2025”! ZŁOTY ZIEMNIAK
W kategorii Człowiek roku 2025 nagrodę otrzymuje…Początek 2025 to spełnienie marzeń Elona Muska o prezydenturze Trumpa, aby u jego boku dorabiać się szczebli do drabiny na szczyt. Kariera polityczna stała szerokim otworem, ale Melon wybrał zły i zabrało go do demonów, na dodatek wykonując salut… rzymski. Od tego momentu echa faszyzmu nie ustępowały na krok; wliczając w to Teslę, która zaliczyła epizod protestowy i nurkowanie w dół notowań. A to dopiero początek, bo później okazało się, że nie wie jak grać:
Aż się przypominają słowa z 2022 podczas przejmowania Twittera: „Let that sink in”, które wziął do siebie, ale przesadził i efekty tej decyzji są odczuwalne nawet trzy lata później. Gdybyśmy tylko mieli świadomość o znaczeniu tych słów… możliwe, że sytuacja by wyglądała inaczej i Elon nie dostał tytułu Człowieka Roku 2025. Czysto hipotetycznie, bo teraz już go ma jako dodatek do zbiórki na kwotę biliona (jedynka z 12 zerami) dolarów amerykańskich. Całkiem dymisty, ale nie tak jak wydarzenie roku na świecie… W kategorii Wydarzenie (Świat) nagrodę otrzymuje…I nie chodzi tu o to, że zmienili zdanie i zaczęli palić. Choć w sumie niektórzy zaczęli… tyle, że budynki. A rozpoczęło się niewinnie: premier Shawarma Olej, znudziwszy się kolektywizacją pieniędzy z podatków, postanowił pójść o krok dalej i wyrzucić z kraju wszystkie media społecznościowe poza ojczyźnianą Trybuną Ludu. Zapomniał on jednak o jednej ważnej rzeczy, a mianowicie o tym, że ograniczanie dostępu do internetu to wyłączny przywilej rządu brytyjskiego. To wystarczyło, aby wkurzyć 80% populacji, która przeprowadziła nalot na budynek parlamentu. W przeciwieństwie do ataku na Kapitol, młodzi ludzie przynieśli zapałki, a że pudełka zapomnieli, to i same zapałki zastąpili szkłem i benzyną. O dziwo brakujące opakowania odnalazły się w wojsku, które postanowiło uciec z kraju, doprowadzając do wielkiego korku na lotnisku Tribhuvan. Niestety spóźniło się, gdyż samolotów i obsługi już nie było, zaś tablica odlotów była pusta jak wiadomo gdzie. Po dwóch dniach skończyła się benzyna, a zaczęły negocjacje. Młodzież postanowiła uprzedzić konstytucję, wybierając premiera nie przez 330 parlamentarzystów, a przez głosowanie na Discordzie, gdzie opowiedziano się za byłą prokurator generalną, znaną ze swojej dbałości, ponieważ bardzo lubi suszyć karki. Przewiduje się, że za jej panowania wszystkie nepalskie elity polityczne będą miały karki tak suche, że aż czerwone. Pomimo tego, że w państwie – jak to zwykle bywa – nic się nie zmieniło, determinacja nepalskich protestantów gotowych walczyć o swojego Discorda jest godna pochwały. Staną się oni inspiracją dla tysięcy trzecioklasistów-pierwszokomunistów, którzy podążając ich śladem zaprotestują przeciwko niesprawiedliwości rodziców, zabierającym im pieniądze, PS5 Pro, najnowszego iPhone’a i 33 egzemplarze Pisma Świętego. Tak jak w Nepalu, młodzi ludzie zjednoczą się w walce o własne dobro i wezmą zapałki do Sejmu. A że starszy ogniomistrz Grzegorz już nie rezyduje w polskim parlamencie, to Straż Marszałkowska będzie miała poważny problem zaradzić z tysiącem zapałek bez gaśnic. A jak jest ogień, to musi być też dym. Dla odmiany w kolorze białym, bo Dżej-Dee Wąs – publicznie wiceprezydent USA, a prywatnie miłośnik wdów po zamordowanych prawicowych działaczach politycznych rzekomo posłał papieża do grobu jednym uściskiem dłoni. Po krótkiej żałobie, wystarczyło jedynie przekupić konklawe, aby powiększyć zasięgi imperializmu na wzór Mr. International. Za czwartym głosowaniem okazało się jednak, że konklawe się pomyliło i wybrało Amerykanina, który przez część swojego życia pracował w krajach dla emigrantów, nie wspominając że pracowników pokoju piętnował. Leon XIV, bo takie przybrał imię, według korespondentów Telewizji Polskiej ma być niby aktywny na arenie międzynarodowej, jednak my uważamy, że najpierw musi posprzątać, aby przejść do polityki. A po sprzątaniu każdy ma ochotę wszamać coś w pysznego, więc dosyłamy mu pyszne Złote Puree. W kategorii Wydarzenie (Polska) nagrodę otrzymuje…Był sobie Polak, Hindus, Węgier i Amerykanka… diabła nie spotkali, bo to nie wstęp do żartu, a skład misji Axiom 4, która dowiodła, że jak nie da się już z Krajem Rad, to można równie dobrze z Rajem dla każdego kto Krad. Sławosz Uznański-Wiśniewski, człowiek na francuskich papierach (bo absolwenci polskich uczelni astronautom to mogą buty szorować), poza potwierdzeniem kulinarnych walorów pieroga – choć eksperci wciąż sprzeczają się w kwestii farszu – na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej spędził najlepsze dni swojego życia: jeszcze nigdy nie znalazł się tak daleko od rodzinnej Łodzi. Sprawę podłapały niezawodne polskie media, które miesiącami (przed i po jego locie) rozpisywały się o wszystkim związanym z panem Sławoszem, byle nie o samej wyprawie: wszak rzeczy skomplikowane nie generują wyświetleń. Nie możemy oczywiście okazać się od nich gorsi, zatem panu Uznańskiemu-Wiśniewskiemu uroczyście W kategorii Polityka (Świat) nagrodę otrzymuje…Pamiętacie początki pana Jeremiasza? Ten zaczynał jako skromny lokaj Phileasa Fogga jeszcze za czasów wyprawy dookoła świata, a teraz kontynuuje jego ukryte dziedzictwo przez wielokrotne przebicie jego bogactwa przy unikaniu gier zakładowych oraz brydża. Tyle że ukryte dziedzictwo w wykonaniu pana Epsteina:
Chcąc nie chcąc, ludzie bardzo szybko się przykleili do jego wyspy i pytali ‘gdzie są pamiętniki za tamten czas?’. Apetyt rósł mocno, a żądza pokazania prawdy jeszcze bardziej, podczas gdy cierpliwość była odwrotnie proporcjonalna do poziomu wysiłku chowania sprawy pod dywany w Białym Domu. Po próbach sfałszowania zgonu i amortyzowania Donalda Trumpa, w listopadzie wreszcie pokazano dokumenty światu. Rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania ciekawostek w gąszczu śmiesznie poważnych informacji, które z dziwnego powodu miały zostać zatuszowane… dopóki nie ujawniono kolejnej krępującej tajemnicy. Dokładniej to siły ochrony ds. Epsteina zostały dotknięte przez przeciwieństwo przepłacenia, za co pośpieszne tuszowanie robili w darmowym edytorze plików PDF. Finał był taki, że do poznania prawdy potrzebna była umiejętność pracy z komputerem na poziomie biurwy (czyli każdy z odrobiną sprytu): do wszystkiego wystarczyły 4 proste kroki (Zaznacz – Kopiuj – Wklej – Zapisz). Miało się pojawić coś jeszcze, ale z obawy o skalę zespołu Epsteina oraz niezbadane oblicze ludzkie dalsze publikacje zawieszono. Data premiery etapu wieńczącego jeszcze nieznana. W ramach dodatku do poczekalni zostawiamy kolekcję rozmówek koleżeńskich pana Jeremiasza, jedną z części zawartości jego plików obok książki telefonicznej, ciekawych dokumentów oraz klucza produktu do Windowsa. Jednocześnie informujemy, że jakiekolwiek doniesienia o naszych powiązaniach z Jeremiaszem są fałszywe, bo nie znamy gościa wystarczająco dobrze, a właściwie to… kogo my do cholery w ogóle opisujemy? W kategorii Polityka (Polska) nagrodę otrzymuje…Telewizja Republika już od wielu lat aspiruje do miana najbardziej ironicznie poważnej stacji informacyjnej. Od prawienia poematów pochwalnych na temat pewnej partii i robienia na paskudę pewnemu politykowi, przez jazdę autem z Antonim Smoleńskim i inscenizację porwania posła poszukiwanego Europejskim Nakazem Aresztowania, aż po zabawy z gorylem podczas lokalnego festynu na jakimś osiedlu w Chełmie – Republika dwoi się i troi, aby być Fox News na miarę naszych możliwości. Republika tak kocha Amerykanów (zwłaszcza ‘’tych naszych, republikańskich’’) i amerykańskie media, że podczas wyborów prezydenckich udało im się wymyślić żart porównywalny z drugim imieniem Baracka Obamy. Wystarczyło jedynie znaleźć tajne mieszkanie ABW, a w nim umieścić tajemny sztab wyborczy Rafała Trzaskowskiego. Następnie do szopy (hej pasterze…) wysłać zespół kamerzystów, którzy dokładnie monitorować będą sytuację w mieszkaniu przez okno 2x3 metry, a do studia przydzielić komentatorów, którzy wyjaśnią widzom, dlaczego służby musiały zgasić latarnie[1] oraz przeprowadzić rekonesans potencjalnych gości. I to im się udało. Co prawda jedynie Nonsensopedyści docenili żart, bo widzowie Republiki w to uwierzyli, czytelnicy Wyborczej wyrazili swoje oburzenie ingerencją w sprawy państwa, a reszta interesowała się innym mieszkaniem, które zamiast metodą na towarzysza Lenina zostało wyłudzone metodą na towarzysza w DPS-ie. Właściciel mieszkania, pan Karol z Gdańska, okazał się człowiekiem wielu talentów – był prezesem IPN-u i umiał dać w ryj, ochraniał hotel i kierował asortyment do klientów, miał przegrać z oczywistym wyborem, ale pomimo spisku sondażowni i cudów nad sprawozdaniami w komisjach wyborczych wygrał, a przede wszystkim miał umocnić władzę Prezesa w Pałacu Prezydenckim, ale pomylił nazwiska i zamiast tego poparł Mentzena. W kategorii Technologia nagrodę otrzymuje…Co prawda nagrodziliśmy już Sztuczną Inteligencję dwa lata temu, ale dopiero w tym roku okazało się że kategoria człowiek renesansu była prorocza. W Internecie nikt nie wie, że jesteś psem, ale działa to w obie strony. Skąd pewność, że czatujesz z Builder AI, a nie na przykład dwunastoletnim Krzysiem albo konglomeratem Hindusów? W Indiach, kraju gdzie informatyków i wsparcia technicznego zawsze jest pod dostatkiem, wzięli w rękę liczydło i okazało się, że znacznie łatwiej było zorganizować wielu organicznych programistów niż zbudować superkomputer. Podobnie jak w Rosji łatwiej jest ubrać faceta w lśniący kostium niż budować androida… i faktycznie, na ten scam nacięli się nawet tacy weterani jak Microsoft czy szejkowie z Bliskiego Wschodu. Do całej sytuacji zostawiamy jeszcze znicz… ale nie dla Hindusów, a dla Skype i wsparcia dla Windowsa 10, które dokonały żywota w tym roku i pomimo swoich problemów były tym, czym faktycznie miały być. Natomiast Builder.AI nie było, z tego względu lepiej wrzucić całe przedsięwzięcie do wód Gangesu, aby tam utonęło i już się więcej nie wynurzyło. Good riddance. W kategorii Fail 2025 nagrodę otrzymuje…Ach tak, Francja. Ten kraj zawsze coś miał do utrzymania otoczki piękności i wyższości kulturalnej, a w ramach dowodu postawił Luwr, wsadził do środka masę kosztownych przedmiotów, zabezpieczył go nawet przed fotografami i wydawało się, że wszystko będzie v’oila. Wydawało się, bo muzeum powszechnie postrzegane za szczyt tego typu obiektów dał się okraść, jak tylko zmiana ochroniarzy wzięła urlop. Tylko że okraść to mało powiedziane, zostało wręcz wyśmiane prosto w twarz przez grupkę nieznanych włamywaczy, a cała akcja zajęła im około ośmiu minut. Tak, doszliśmy do takiego momentu, że ktoś jest w stanie zrobić udany speedrun %Włamanie do Luwru AnyŁupy%, gdzie celem stały się klejnoty koronne (francuskie, bo jakże by inaczej) o wartości około 88 milionów euro. Syndrom paryski funkcjonował już wcześniej, a teraz będzie działać jeszcze mocniej za sprawą kolejnego upokorzenia narodu francuskiego. A potem się jeszcze dowiedzieliśmy, że skok ułatwiło jakże oryginalne hasło do systemu monitoringu “Louvre”. Przysięgamy, że tak wygląda obraz pełnego profesjonalizmu w obecnych czasach. Z wyniesionymi kosztownościami czy bez, włamywacze już udowodnili, że się dorobili pokaźnych klejnotów. Nie bez powodu tak sklejoną akcję nazwano skokiem stulecia. Przecież mało kto by się odważył na tak zuchwały włam z przejęciem łupu, a teraz możemy tylko obgadywać i wydziwiać. Z wyjątkiem wspomnianych klejnotów, które przepadły i chyba już zostaną zaginione. Czapki z głów, panowie. W kategorii Sport nagrodę otrzymuje…Nie, nie będą to osoby z naszego zwariowanego półświatka piłki kopanej, oni by prędzej dostali z kamienia. Robert Kubica? Dobra robota, ale zbyt przewidywalne. Zamiast tego pojawi się ktoś naprawdę specjalny – gdy mało kto na niego liczył, ten powrócił w wielkim stylu, żeby nas pocieszyć… Ale kim oni u diabła są? Tak naprawdę to nie u diabła, a u podnóża Szczytów Potężnej i Ukochanej Sportowej Potęgi Wszechmongolskiej™, przed którą klękają narody świata (na razie uczyniły to Brunei i wyspa Guam, więc liczba mnoga jak najbardziej uzasadniona). Pomimo tak złej sytuacji, że w prawie każdym meczu od straconych bramek wywalić mogło telebim; że po sezonie bilans bramkowy liczył trzy cyfry na minusie (−125); a nawet, że zniknęli sponsorzy, pół drużyny uciekło do konkurencji, a ze składu zrobiło się połączenie pospolitego ruszenia i szkolnej świetlicy, zła się nie ulękli. Ba, w obliczu takiego okrucieństwa wyruszyli na murawę jeszcze raz do kampanii obronnej, i uwaga uwaga, dowieźli. Wybronili się i zachowali miejsce w lidze. I nawet gdyby w wielkim Ułan Bator spłonął stadion – a nie ma jeszcze zapasowego – tuwscy sportowcy i tak ruszą po kolejne laury, pozostając silni niczym zeszłoroczna epidemia dżumy w Kobdo (bo Ganbaatar znowu zeżarł świstaka). Z takim zespołem to można obcować na dobre, złe, a nawet okropne. Do pełni szczęścia brakuje tylko adekwatnej nazwy – w tym wypadku idealna opcja to podmiana na RKS HUWDU, popicie piwem i raj jest bliski. Tylko czego uczą nas sportowcy z Kraju Nieśmiertelnego Chana? Zdecydowanie siły i wytrwałości. Jak śpiewał sam Tadeusz Nalepa, Głosem serca się nie kieruj, tylko forsa ważna w życiu jest. Tu chcieliśmy wkleić cytat z trzeciej zwrotki, ale internetu starczyło nam tylko na dwie pierwsze. To wszystko przez ściągnięcie nagrania ze spontanicznego repertuaru widzów kobiecego NBA pt. „Lot dilda” we współpracy z bractwami kryptowalutowymi. Nieco seksistowski eksperyment sponsorowany przez NWO przyniósł nieoczekiwane wyniki w formie zastrzyków gotówki dla ryzykantów, hazardzistów, a przede wszystkim środowisk MAGA. Do puli nagród dokładamy Złote Puree za sam koncept i efekty. Tylko jak tu nie przejść obojętnie obok kobiet gotujących poza kuchnią? A skoro już jesteśmy przy temacie internetu… W kategorii Internet nagrodę otrzymuje…Dziwaczne stworki migrujące z Korei na cały świat, do których ktoś dodał śmieszne wzory oraz… atrybuty kolekcjonerskie? Fascynacja japońskimi rytuałami gachapon musiała dosięgnąć klasycznych zabawek, przez co każdy szuka tego wymarzonego, licząc że uda mu się zgarnąć tysiąc dolarów/ładunków dopaminy czy jak ta rzecz się nazywa. No i jeszcze legendarny złoty egzemplarz, jakby nie dało się go pomalować (i tak pewnie się stało z tą jedną sztuką). Kolejny wytwór koreański wszędzie wciskany, wszędzie pokazywany, jakby miał się stać ósmym cudem świata… no dobra, K-POP Demon Hunters dokonał udanej inwazji kulturowej, tyle że przez wysoką strawność i dobry wkład, ale tego samego nie można powiedzieć o Labubu. Co jeszcze zostało? Przywyknąć do tego, że Labubu stało się nowym Funko POP z niestabilnym rdzeniem spekulacji rynkowych i jedyne co zostało, to czekać na wybuch. Póki co, jedyny wybuch jaki miał miejsce to popularności, do tego na życzenie dziwaków powodujący gwałtowny wzrost liczebności gatunku świr. A wszystko to działo się podczas rozpędzającego się wyścigu AI oraz nienawiści do niej, wyrażanej choćby znacznym wzrostem popularności pojęć takich jak slop czy clanker. O ile to pierwsze już weszło do mowy codziennej, tak drugie stało się odpowiednikiem dobrze znanego n-worda skierowanego do sztucznych wytworów. Nieźle. Naprawdę nieźle. W kategorii Gry 2025 (win) nagrodę otrzymuje…Co roku budzą się malarze, którzy próbują odmalować hitową grę na miarę możliwości, tyle że z różnymi skutkami. Wtedy pojawiła się ekipa malarzy z Sandfall Interactive, którzy ruszyli na świat wraz z Ekspedycją 33. Po udanej miłości z najładniejszymi częściami Final Fantasy i gier soulsowych ze szczyptą Persony wyciągnęli wszystko, co najlepsze i jeszcze doprawili owocami miodnej pracy. W ten sposób paletę pieniędzy zamienili w nic; pozornie, bo tuż po premierze zaczął spadać deszcz pochwał od każdego, a chwilę potem pieniędzy do zbudowania wielkiej góry, od razu zajmując pozycję szczycie i nie oddając jej nikomu. Potem przyszedł Mahomet z TGA do góry, powiedział że dostali w opór nominacji do nagród, a góra przyszła do Mahometa i zgarnęła tytuł Gry Roku + 8 innych nagród w ramach beki metodą na napoleończyków. Do tej góry trofeów Clair Obscur:Expedition 33 dostaje jeszcze Złotego Ziemniaka za przykład odsieczy idealnej w wykonaniu byłych pracowników Ubisoftu (tak, pamiętamy!) i pokazaniu, jak się tworzy prawdziwe arcydzieła growe. Dodatkowy honor Złotego Puree należy się dla Hollow Knight: Silksong, które po kilku latach tkwienia w jaskini deweloperskiej wreszcie wynurzyło się na powierzchnię. Tak, dostaliśmy Silksonga przed GTA 6. I co najważniejsze, Cherry Team dowiozło. Wszystko to podczas czekania na W kategorii Gry 2025 (fail) nagrodę otrzymuje…Mindseye (pl. Oko umysłu) okazał się być okropny, chyba że chodzi o kabaret eksponujący brudną stronę branży growej, to akurat w tej roli spisał się całkiem dobrze. Już kilkaset razy słyszeliśmy zapowiedzi gier deklarujących ambicję oraz stawienie oporu kultowemu GTA i przeważnie na tym się kończyło. Tym razem jednak była obecność byłego pracownika Rockstara na wysokim stanowisku, a i tak mieliśmy do czynienia z niespotykanym dotąd fenomenem, gdzie produkt gropodobny był wyceniony jak tytuły AAA, a nie dorastał nawet do pojedynczego A (broń Boże AAAA, nawet Ubi Wiadomo, że do próby zrobienia sandboxa na skalę megahitu trzeba dopilnować wszystkiego; więc producenci stwierdzili, że trzeba zrobić grę zdolną do wszystkiego. W praktyce nie nadawała się do niczego: zawiodła pasja, zawiodła wizja, zawiodło wykonanie, a przede wszystkim myślenie, no po prostu nie ma nic. A jeżeli już się pojawiały jakieś pomysły, to w formie zalążków pożyczonych z gier konkurencji. Nawet wstawiono wielkie miasto, tylko po to żeby je pokazać, ale przebywać tam jak najmniej (logiczne, prawda?). No i jeszcze technikalia trzymające się na sznurku od snopowiązałki, a z litości pominiemy wiele małych acz bolesnych pierdół. Właśnie dlatego tytuł gry jest naprawdę przekłamany, bo nie było ani umysłu, ani oka wizjonera. Średnia recenzentów MetaCritic 28/100 wszystko tłumaczy. Złotego Ziemniaka dostaje za to, że nie miał sobie równych, bo piekło zamarzło… W kategorii Mem 2025 (Świat) nagrodę otrzymują…Mem, który wziął się nie wiadomo skąd (jako następca śmieszniejszego 66 oraz przodek legendarnego 69), nie wiadomo jak (od niewinnego filmiku nastolatka krzyczącego 67) oraz nie wiadomo po co (dla podtrzymania zasady, że memem może być wszystko). Wiadomo było tylko to, że 67 z charakterystycznym ruszaniem rączek wdarł się do kanonu memów Internetowych w drugiej połowie roku i nie zamierza stąd znikać. A nawet dalej, dostając dedykowaną emotkę w Clash Royale oraz 2. miejsce w Młodzieżowym Słowie Roku[2]. Może 67 jest dziwne i modne, ale za to cringowe… i okazuje się, że zazwyczaj o to chodzi, bo dla takich głupich i pozbawionych kontekstu rzeczy młodzi (ale czy na pewno?) internauci potrafią sobie wyrwać włosy z szarymi komórkami, a czasami również całym mózgiem. Najwyraźniej w nasze DNA jest wpisana skłonność do fascynacji zachowaniami bliżej nieokreślonymi, a 67 szczególnie to uwydatniło. Może dlatego, że w pierwszej połowie roku włoskie brainroty takie jak Tung Tung Sahur, Bombardilo Crodillo czy Tralalero Tralalala skutecznie zdążyły wypalić mózgi swoim absurdem oraz pseudorymującymi imionami wymyślonymi na poczekaniu, a ten sztucznie generowany eksperyment szybko wymknął się spod kontroli, ostatecznie zyskując więcej niż oczekiwane 5 sekund sławy. W ramach honorowej wzmianki pojawi się Hasan Piker, który podczas swojego expose doznał takiego wejścia na wyższy poziom, że jego pies ruszył z miejsca. Hasan za bardzo się uniósł w swojej przemowie i nie chciał dać psowi pola do manewru, więc użył pilota Dostawy Rażącego Ładunku Prądowego™. Tyle że Internet zapamiętuje na dobre i błyskawicznie wziął się za Photoshopa, aby w imię RiGCZu wyjaśnić politykierka setkami przeróbek z jego akcją i falą krytyki za zachowanie poniżej poziomu zwierzęcia. TLDR: Złoty Ziemniak dla liczby 67, a Złote Puree dla włoskich brainrotów i Hasana traktującego psa prądem. Dziękuję. W kategorii Mem 2025 (Polska) nagrodę otrzymuje…Mówią, że wojna się nie zmienia… i dotyczy to również tej o fotel prezydencki. Dla podtrzymania zasad, nie mogło zabraknąć Rafała Trzaskowskiego, któremu trafiła się rola największego przegranego – tym razem już trzeci raz z rzędu! Początkowy układ wydarzeń nawet dobrze się zanosił, dając dużą premię do popularności w sondażach i zaufaniu Polaków, nawet jeżeli debaty były co najwyżej niezłe. Miało być gładko, a przynajmniej do rozstrzygnięcia wyników pierwszej tury. Zabrakło zdecydowanej wygranej. Wtedy sprawy skomplikowały się bardziej niż powinny, ostatecznie prowadząc do dogrywki, przebiegu której mało kto się spodziewał – przegrana po zaciętej walce w obrębie mniej niż 2%. Na tle zawirowań mieszkaniowych Karola Nawrockiego, licznej gromadki trzynastu (jeżeli wliczyć Stanowskiego i anonów do listy) oraz złowieszczego błysku korali Imperator Senyszyn, to na koniec najbardziej błyszczały liczby wskazujące na nieznaczną aczkolwiek zauważalną porażkę Rafała. Boleć już chyba przestało, bo do lat trzasków w głowę idzie się przyzwyczaić. Historia znowu pokazała, że ta lubi się powtarzać. A wojna… wojna się nie zmienia. Tak samo passa przegranych Rafała. Inne głośne memy w Polsce to lista KPO po upublicznieniu, której zawartości było bliżej do imitacji programu Ministerstwa Głupich Kroków niż Krajowego Programu Odbudowy. A także opowieści o tym, jak zrobiono chałkonia i inne produkty z chałki, ale nikt nie chciał gratulować, a przynajmniej dopóki to wszystko nie okazało się trollingiem internautów bawiących się możliwościami generowania grafik za pomocą AI. Bezcenne. W kategorii Film nagrodę otrzymuje…Film o Minecrafcie okazał się tak hitowy, że na jego podstawie zdecydowano się zrobić grę… A nie, to było na odwrót, i to już 16 lat temu. Tak czy siak, za dzieło łysawego Szweda zabrało się Warner Bros, którego scenarzyści najpierw wzięli się za scenariusz, a dopiero potem za grę. Tym samym stworzyli przeciętniaka, który w gąszczu kolejnych adaptacji gier zostałby zapomniany po kilku latach, gdyby nie… …który po dwudziestu latach porzucił Tenacious D, a zamiast tego przybrał wdzianko Steve’a – największego geniusza kwadratowego świata, który przekazuje swoją wiedzę widzom za pomocą wyrazistych okrzyków, ewentualnie olśniewających stwierdzeń „I… am Steve!” To spowodowało przypływ mądrości u ageniuszy, którzy próbowali naśladować swojego idola – chóralnie przekazywali wiedzę, popcorn oraz napoje innym. Szczyt ich aktywności neurodegenracyjnej przypadał na moment pokazania tzw. Kurzego jeźdźca[3]. To przyczyniło się do stworzenia Kultu Stefana, który stał się solą w oku sprzątaczek, zmuszonych do sprzątania rozdeptanego popcornu i rozlanej kolki. Było okropnie głupio, ale też wesoło, a co najważniejsze na bogato! Ze wszystkich oglądających największe święto mieli dyrektorzy zliczający rozmiar rosnącego stosu pieniędzy. A kiedy naliczyli ponad 800 milionów dolków, stwierdzili, że wyrok stworzenia sequela jest nieunikniony… co to będzie, co to będzie? W kategorii Muzyka nagrodę otrzymuje…Ten rok objawił się wyjątkową tendencją odklejkową i nie ominęła ona świata muzyki. Udało się również zorganizować wyścig odklejonych na najdziwniejsze szaleństwa – konkurencja była ostra, jeżeli wykluczymy absolutną dominację Kanye Westa. W trakcie trzydniowej próby speedrunowania X zdążył wylać więcej mowy nienawiści niż Goebbels przez dwanaście lat rządów i przy okazji podbić wskaźnik zainteresowania wśród netizenów. Elonowi tak się to spodobało, że zwlekał ze zbanowaniem przez kilkanaście godzin po zakończeniu Wielkiej Improwizacji według Ye. Do tego doliczamy spektakularną reklamę z Superbowl, która bardziej służyła pokazaniu twarzy przez kilkadziesiąt sekund niż leniwej promocji sklepu ze swastykami (niestety ludzie się przykleili. Ups…). Dalej był przebłysk nadziei przez postanowienie poprawy, oczywiście chwilowy, bo potem znowu wrócił do poprzednich rozrywek, ale do tego jeszcze dał tzw. zakazane piosenki, rzekome wyznanie kazirodztwa za dzieciaka, ponowne doklejenie się do Elona oraz zmuszenie partnerki do założenia nagiego stroju na gali muzycznej. A teraz dostaje Złotego Ziemniaka za całokształt szaleństwa. Oh Ye!? Honoru Złotego Puree dostąpi sensacja polskiej wytwórni Kutas Records, który na tle innych producentów AI faktycznie umiał ♂️ cieszyć uszy ♂️, nie mówiąc już o byciu unikalnym. Szczególnie wielce fascynująca trylogia homoerotyczna ♂️ Gejtos ♂️ z Antycznym napaleńcem na czele godnie rywalizująca z dziełami ♂️ wielkich filozofów greckich ♂️ i wkrótce ich dorobek może się doczekać włączenia do kanonu polskiego dziedzictwa kulturowego. Początkowo do nagrody próbował się dobrać P. Diddy, ale ze względu na przedawkowanie olejku dla dzieci ta wyślizgnęła się mu z rąk. I to tak daleko, że gonił za nią aż do aresztu. To prawdopodobnie z samoświadomości, że coś za dużo przemycił tej oliwki; przy tak posmarowanym umyśle nawet sam Szatan nie chce mieć niczego wspólnego… Wielkiego Ziemniaka 2025 otrzymuje…Na koniec wyróżnienie specjalne dla nowej choroby cywilizacyjnej, która stanowiła motyw przewodni roku 2025. Może i funkcjonowała już wcześniej, ale jeszcze nigdy nie przybrała takiej siły jak w 2025 – wszystkie przewroty, spory, głupoty, spekulacje (m. in. Labubu), wzrost siły AI i wciskanie nam go do gardła, przyciskanie pasa z powodu zbliżającej się wojny, a potem jego zdejmowanie przez dubajski styl życia i masę podobnych pierdół skutecznie odbierających wszelkie przyjemności z życia musiało dostać swoją nazwę. Jeszcze nie udało się znaleźć lekarstwa o co najmniej 30-procentowej skuteczności działania, głównie przez różnice w poziomie organizacyjnym jednostek typu człowiek blaknącego wobec konkordatu Big Tech+Inni™ ze Sknerusami McKwaczami. Pozostało nam krzyczeć „kończ waść, Źródło
Przypisy |