NonNews:11 października 2006 Polska wygrała z Portugalią

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Kibicujmy naszym!
Pokibicujmy naszym także po meczu, może jednak trochę inaczej... narysuj proszę jak

11 października 2006

Po udanym meczu z Kazachami piłkarzom reprezentantom Polski trafił się bardziej wymagający przeciwnik – Portugalia. Każdy wie, że nie mamy z nią szans, jednak większość liczy na zwycięstwo naszych. Nie dziwie się im, jestem z nimi. Zwłaszcza, że w składzie posiadamy gwiazdkę, największego asa reprezentacji, większego od Oliego, piłkarza znakomitego – Grześka Rasiaka.

Liczmy więc na to, że tenże piłkarz uchroni nas przed porażką i wbije reprezentacji Portugalii kilka bramek, pokazując im miejsce w szeregu. Miejmy nadzieję, że tak się stanie...

Mecz rozpoczniemy jednak w takim samym składzie jaki wyszedł na boisko cztery dni temu. Nie napawa to optymistycznie ale co tam, takie życie... Skład ustala przecież Leo Beenhakker... cud, że na bramce nie stoi Dudek, cud, że w ataku nie gra Franek... Beenhakker mógł sobie bowiem pozwolić na (prawie!) wszystko, razem z wystawieniem siebie do gry, ponieważ jest to prawdopodobnie jego ostatni mecz jako selekcjonera naszej kadry. Prawdopodobnie...

Miejmy nadzieję, że to prawda i negocjujący z Kangurami Latający Holender po meczu szybko zniknie z ławki trenerskiej, ustępując miejsca innym, lepszym. Mimo, miejmy nadzieję, korzystnego wyniku spotkania.

Rozpoczyna nasza reprezentacja, jednak szybko oddaje piłkę rywalom – taka taktyka, Polska ma respekt do Portugalii. Taktyka nadwyraz skuteczna... Mądrość Beenhakkera jednak... Lewandinho! strzał! bramkarz! Smolarek! strzela, i... bramka! Prowadzimy niespodziewanie 1:0, lecz to dopiero początek spotkania. A może to jednak nie żarty, może jednak wygramy, tym razem Rasiak, podanie do Smolarka, nie ma spalonego i bramka – 2:0! Wybaczcie, że ja tak bez emocji, ale bardzo się cieszę... Nadal 2:0, to jednak może się zmienić, możemy strzelić, jak i stracić bramkę... Żurawski trafił w słupek, my jednak kibicujmy naszym okrzykiem: Trzy, zero! Koniec pierwszej części gry...

Skończyła się pierwsza część spotkania, można się cieszyć, bo w drugiej może nie być już tak różowo. Obecnie jednak jesteśmy świadkami cudu połowicznego. Zapraszamy na drugą cząstkę.

Rozpoczyna Portugalia, a nasz kochany, najlepszy napastnik świata – Grzesio, jest na spalonym. Mamy piłkę, mamy korzystny wynik, szaleństwo na trybunach, fantastyczna atmosfera, świetny doping, brawo – tyle powiem, nadal bez większych emocji.

Nie wiem co pisać, no nie wiem!!! Prowadzimy, cieszmy się, ja się cieszę, ty się cieszysz, on się cieszy, ona się cieszy, ono się cieszy, my się cieszymy, wy się cieszycie, oni się cieszą i one także! (chyba tylko Portugalczycy się nie cieszą...)

Mecz dobiega do końca, a my wygrywamy! Pięknie, kibice szaleją, wspierają, ale jednak nic to, tracimy bramkę... szkoda, szkoda, było pięknie, jednak nadal prowadzimy, cieszmy się!

Koniec meczu! 2:1! Pięknie... Byliśmy świadkami prawdziwego cudu.

Wiem, żałosny jestem, ale cieszcie się, że chociaż miałem dla was czas i pisałem tu o tym meczu. Dziękuję za uwagę.

Źródło[edytuj]

  • TVP2, 11 października 2006.