NonNews:Majorka to przeszłość, leć do Kraśnika

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

31 maja 2010

Promienie słońca odbijające się w ogromnej tafli ciepłej wody, padające na opalone ciała pięknych dziewcząt w bikini. Miarowe uderzenia morskich fal, krzyk mew i delikatny szum palm kokosowych. Nie musisz lecieć na Majorkę, żeby spędzać wakacje w taki sposób. Wystarczy, że zawitasz do Kraśnika.

Władze Kraśnika od wielu lat cierpliwie budują w swoim mieście egzotyczny kurort. O tym, jak zapadła dziura w województwie lubelskim zmieniła się w najbardziej luksusowe miejsce wypoczynku w Europie, opowiada nam sołtys Kraśnika, pan Mietek:
– Zaczęło się to tak z dziesięć lat temu, gdy moja żona, Baśka, wygrała wycieczkę na Hawaje z Radia Zet. Przyjechała i od razu zaczęła marudzić: że tam są takie fajne palmy, a u nas takich nie ma; że plaża jest i czego u nas takiej nie ma; że ocean jest, a u nas nie ma. I przez tydzień żyć nie dawała, tylko gadała jak to u nas jest paskudnie. No to się wzięliśmy do roboty i zaczęliśmy jej robić ocean i plażę z palmami, a co!

Na początku sołtys postanowił sprowadzić do Kraśnika ocean. Pierwotny plan zakładał wybudowanie na Księżycu ogromnego lustra, które miało skierować promienie słoneczne na Ziemię i spowodować stopienie lodowców w Arktyce. Dzięki temu poziom morza podniósłby się o 223 metry i Kraśnik leżałby na brzegu morza.
– Udało mi się nawet zdobyć na ten cel pieniądze od Unii, równiutko 3428746023846235 euro. Niestety jacyś ekolodzy powiedzieli, że to zniszczy siedlisko żuczków gnojaczków w Niderlandach i dotacja została cofnięta. Musieliśmy wymyślić coś tańszego.

Wtedy narodził się pomysł stworzenia Zalewu Kraśnickiego.
– Po prostu wzięliśmy z chłopakami łopaty i wykopaliśmy sobie zalew. Niechcący zalaliśmy przy tym jakąś okoliczną wieś... Ale w sumie nikt się nie skarżył – dodaje sołtys po chwili zastanowienia.
– Po wybudowaniu zalewu poszło z górki: zrobiliśmy chodnik i ścieżkę rowerową wokół zbiornika, potem miejsca parkingowe. Usypaliśmy nawet plażę i ustawiliśmy przy niej sztuczne palmy. Problemy zaczęły się dwa lata temu, gdy w zalewie pojawiły się sinice. Weszły sobie, paskudy jedne, i nie chcą wyjść. Ale negocjacje trwają i mamy nadzieję, że w końcu przekonamy je, aby sobie poszły.

Kilka dni temu roku Kraśnik poczynił kolejny ważny krok naprzód: władze wsi zakupiły prawdziwe palmy, które zostały posadzone przy plaży.
– Tu jest świetnie, wreszcie nie muszę daleko jeździć, żeby zrobić sobie sweet focię pod palmami! – mówi nam jedna z turystek.

Ale na tym plany władz Kraśnika się nie kończą.
– Do końca roku chcemy rozwinąć sporty wodne na naszym zalewie. W tym celu sprowadzimy generator fal dla surferów. Myślimy też nad zrobieniem atrakcji dla płetwonurków. Chcemy zatopić replikę Titanica w skali 1:1 i szukamy stoczni, która podjęłaby się wykonania czegoś takiego. Oczywiście na brzegu zalewu stanęłaby wypożyczalnia sprzętu do nurkowania – dzięki zyskom z niej inwestycja natychmiast by się zwróciła.

Co będzie dalej? Sołtys nie chce o tym mówić. Twierdzi, że jest za wcześnie na ujawnianie kolejnych planów. Po chwili ulega jednak prośbom i stwierdza, że trwają negocjacje z władzami Zakopanego, by wykopać Giewont i przenieść go pod Kraśnik.
– Są prowadzone takie rozmowy, ale wciąż jest za wcześnie, by o tym oficjalnie mówić. – stwierdza sołtys – Na razie mogę jedynie zapewnić, że turyści w naszej wsi nie będą mogli narzekać na nudę.

Źródło[edytuj]

  • Wycieczka do Kraśnika, 31 maja 2010.