NonNews:Niemcy vs Australia (Mundial 2010)

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Podoba mi się nowa reprezentacja Niemiec. Taka młoda i brązowa... Hmmm...

Paweł Janas o nowym składzie Niemców

Australijczykom pozostaje walczyć do końca...

Zabawna próba nazwania przez komentatora gry Australijczyków jako „walki”
Reprezentant Ghany
No ale jak to spalony??

Niemcy kontra Australia. Kolejny szlagier, który zaserwuje nam mnóstwo emocji. TVP1 zapewni wysoki poziom komentatorstwa i transmisji – żyć nie umierać! Jeszcze do tego RPA jest w tej samej strefie i nie musisz oglądać tego arcyciekawego meczu o dziwnych porach.

Jak wiemy, Niemcy to jeden z faworytów każdego mundialu, a ich styl gry jest przepiękny i na pewno zapewni widzom dobrą rozrywkę. Na dodatek zwiększyli ilość Murzynów i nastolatków w zespole, czym trener chce zmylić przeciwników, udając reprezentację Ghany. Z pewnością Australia także ma silną kadrę. Hmm...

Studio

Studio znajduje się w Warszawie, bo nie stać naszej biednej telewizji. Siedzi Jerzy Engel, mistrz analizy i jakichś dwóch innych, także mistrzowie. W studiu oczywiście każdy z komentatorów próbuje się wykazać jak najbłyskotliwszą analizą. Czyli dać jak największe szanse Australii. Po pokazaniu rozmaitych kształtów geometrycznych, w jakie zostały ustawione według modern football oba zespoły przenosimy się do Durbanu, na jakiśtam stadion.

Połowa pierwsza

Oczywiście pierwszy dźwięk to te pieprzone wuwuzele. Nie zamkną się już do końca meczu. Odsłuchujemy hymny z taśmy. Komentatorem nie jest Dariusz Szpakowski, co jest bardzo dobrą wiadomością.

Gwizdek. Zaczyna się chaotycznym atakiem Australijczyków, którzy chyba dali się nabrać, że grają z Ghaną. Napastnik australijski przeżył taki szok, gdy dowiedział się, że przeciwnikami są Niemcy, że spaprał akcję. 3 minuty później Australijczycy jakimś cudem wymusili rożny, a nawet wykonali strzał na bramkę. Szczerze, jestem zdumiony. Treningi z kangurami widać się opłacają. Niemcy oczywiście po swojemu wolno budują ataki, licząc na pomyłki Australijczyków. Raczej się nie przeliczą – w 7 minucie Podolski (zdrajca, zdraajca) strzela bramkę. I tyle jeśli chodzi o przewidywania panów ekspertów. Kolejny róg dla Australii, kończy się zaskakująco brakiem bramki. Podczas kontry Mesut Özil, turas, jak to turas, próbuje wymusić faul, jednak tym razem mu nie wyszło, pomimo, że oferował sędziemu dwa kebaby. Silny mur angielskiej australijskiej obrony, tak malowniczo odmalowany przez trenera Niemiec okazał się bandą patałachów, kopiących jak popadnie. W 17 minucie Ozil znowu szarżuje na bramkę, tym razem jednak nadziewa się na spalonego. W 22 minucie kolejna szansa dla niemców, w której, jako że w reprezentacji Niemiec gra obowiązkowy Müller, komentator miał okazje popisać się umiejętnością poprawnego wymawiania „ü”. Znowu Özil, podaje do Klosego (zdrajca, zdraajca), ale patałach zmarnował. W 22 minucie jakiś Australijczyk nawrzucał sędziemu, za co ten dał mu z byka żółtą kartkę. 4 minuty później Klose znowu strzela. Zdrajca. Że też mu ktoś nóg nie połamie. W 30 minucie Özil znowu psuje stuprocentową sytuację, no co za kebab jeden. Przez następne siedem minut kopanina i frajerska gra kangurów. Tego turasa tak komentator chwali, że chyba jest ulubionym graczem komentatora, albo jego kochankiem. Stawiam na to drugie. Podczas bałwochwalczego monologu komentatora Mesut znowu pieprzy akcję! Zdaje mi się, że komentator mówi o zupełnie innym zawodniku. Pierwszą połowę komentator kończy rozkminą niemieckich bramkarzy, powołanych na chybił trafił (mają po kilka meczy w reprezentacji).

Przerwa

Reklamy. Reklamy. A w studio eksperci oczywiście zapomnieli o swoich wcześniejszych przewidywaniach i rozpływają się nad Özilem i nad Niemcami. Och, ach... No, a gdy Engel chciał przypomnieć, ile sytuacji turas zmarnował, to mu chamsko przerwali no.

Połowa druga

Wuwuzele, kurwa mać! No, zaczyna się kartką dla kapitana Australii. Frajerzy nie potrafią przegrywać. Po 8 minutach gry nie ma właściwie czego ośmieszać. Ale na szczęście w 55 minucie jakiś australijski kretyn fauluje od tyłu Podolskiego[1]. Szkoda, że mu gir nie połamał. W każdym razie Australijczycy już mają dodatkowe kilka goli w plecy. I znowu kartka! Widać Australijczycy postanowili, że jeśli nie pokonają Niemców, to przynajmniej połamią im nogi. Taktyka Australii skutkuje, ponieważ w 59 minucie Niemcy nie trafiają. W obronie natomiast kangury stosują tzw. obronę Jasnej Góry, czasami próbując grać na czas. No cóż, ci pseudobrytyjczycy naprawdę zrobili sobie dzisiaj siarę – Niemcy robią co chcą i w 67 minucie strzelają trzecią bramkę. To źle, ponieważ ryk wuwuzel wzmógł się kilkukrotnie, jako że widownia zaczęła się już nudzić... W reprezentacji Niemiec zmiana, schodzi Polak, wchodzi czarnuch z Brazylii. Hitler w grobie się przewraca. No i w 69 dziewiątej minucie kolejna, właśnie ten Murzyn strzela gola. Naprawdę, to już monotonne jest... Przez resztę meczu widzimy akcje Niemców zaakompaniowane przez wuwuzele. 4 doliczone minuty też niewiele wnoszą do gry poza żółtą kartką dla jakiegoś Kakao. No cóż, przynajmniej nie tylko my dostajemy wcir od innych.

Podsumowanie [2] meczu w Studiu

W studiu mamy błyskotliwą analizę Gościa z Przedziałkiem i jeszcze większe podniecanie się grą Szkopów. Australia oczywiście została zniszczona za faule i zła grę, dzięki czemu eksperci osiągnęli szczyt hipokryzji. Odnośnie analizy – nie ma bazgrania mazakiem, są za to ładne mrugające okręgi i ładne światełka rzucane z góry na sylwetki piłkarzy. Amen.

Tak więc koniec. Polska/Turcja/Bośnia/Brazylia/Tunezja/Ghana/Niemcy[3] vs Australia 4:0.

Przypisy

  1. Dobrze mu tak!
  2. bez Gmocha się nie liczy
  3. Mario Gomez się nie liczy, i tak nic nie potrafił zrobić