Andrzej Niedzielan

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru

Andrzej Niedzielan – polski piłkarz, popularnie nazywany Wtorkiem, bo zapomniał już, jak się gra w niedzielę. Obecnie piłkarz Ruchu Chorzów, bo Wisła go nie chciała, a Ruch wyłożył dużo więcej kasy niż wietnamski trzecioligowiec, który chciał go jako jedyny klub. Prawdopodobnie niedługo wyjedzie na Cypr, aby Kamil Kosowski, Jean Paulista i Marcin Żewłakow mieli czwartego do brydża.

Początki kariery

Karierę zaczynał w Promieniu Żary i dobrze się zapowiadał. Za 30 piłek oddano go do Górnika Zabrze i po dobrej rundzie przypałętał się do Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski, gdzie wraz z Grzesiem Rasiakiem tworzył atak marzeń. Zamarzyła mu się Holandia (NEC Nijmegen), gdzie nie stracił swoich możliwości. Grał często, występując równocześnie w reprezentacji Polski, póki nie połamał się i nie trafił na ulubione siedzisko polskich piłkarzy.

Kryzys w Wiśle Kraków

Swoje występy w Wisełce rozpoczął w 2007 roku. Obiecująco wypadał w sparingach, ale w trzecim ligowym meczu znowu się rozsypał (nomen omen we wtorek). Po wyleczeniu kontuzji wskutek silnej konkurencji i hazardowych wycieczek (podobnie jak Radosław Matusiak) siedział na ławce. Dzięki niemu Wisła miała najlepszą ławkę rezerwowych w Polsce. Ale nawet to nie pomogło dostać się do wymarzonej Ligi Mistrzów. Gdyby w Pucharze Ekstraklasy wykorzystał choć połowę sytuacji po podaniach od Grzesia Kmiecika lub dograł mu tyleż razy, zapewne uratowałby koledze kontrakt. Andrzej udowodnił, że choć bramka jest szeroka na dziewięć metrów, to zawsze można przestrzelić z dwóch metrów.

Ostatnio zamiast Wtorkiem wynazywa się go pieszczotliwie blogerem, którego wkrótce używał do rodzinnych raportów (od czasu do czasu zdarza mu się wymądrzyć o futbolu). Andrzej często daje świetne typy do ligi holenderskiej sięgając skutecznością pułap -400 zł na rok.

Kariera Reprezentacyjna

Przebłysk kariery miał w meczu z Węgrami 11 października 2003 roku, gdzie zdobył dwie bramki. Gdyby Polska awansowała, zapewne pojechałby na Euro 2004 do Portugalii z Pawłem Janasem. Gdyby nie czerstwa gra i rozsypane wiązadła, pojechałby na Mundial 2006. Na meczu kadry ostatnio (i dobrze) widziano go w tym samym roku.