„Złote Ziemniaki 2025” rozdane!
Nagrodziliśmy najbardziej absurdalne wydarzenia minionego roku – zobacz kto wygrał!
Red Bull Racing
Rimdirimdimdimdim
- Sebastian Vettel po zwycięstwie w GP Hiszpanii
Czwarte zwycięstwo w tym roku Australijskiego Kangura
- Andrzej Borowczyk o czwartym w historii zwycięstwie zwierzęcia w F1 po GP Węgier 2010
Red Bull Racing (w korpomowie Oracle Red Bull Racing RBPT) – zespół Formuły 1 mający w swoim dorobku dwa nieprzypadkowe tytuły mistrza świata z lat 2010-2013, a także maszyny do wygrywania z lat 2022 i 2023.
Historia[edytuj • edytuj kod]
W 2005 roku Red Bull wszedł do F1 z nadzieją zdobycia mistrzostwa świata. Jednak bolid z budowany z puszek i napędzany biegającymi chomikami nie był w stanie rywalizować z najlepszymi. Swój cel osiągnęli dopiero po sześciu latach znikomych sukcesów, a gdyby nie dołączenie do zespołu niejakiego Adriana Neweya dzisiaj nadal używaliby bolidu z puszek po napoju Red Bull.
Bolid[edytuj • edytuj kod]
Początki[edytuj • edytuj kod]
Zespół wszedł do Formuły 1 z hukiem, prezentując pierwszy w historii samochód zrobiony z puszek po napoju energetyzującym. W jednym z wyścigów wystąpił Vitantonio Liuzzi, który zdobył jeden punkt. Nie był niestety tak historyczny, jak jeden punkt Vettela z GP USA 2007. Red Bulla gryzie to bardziej, gdyż był to jedyny punkt nie wywalczony przez Vettela dla stajni Czerwonego byka (wliczając w to Toro Rosso).
W 2006 roku w wyniku strajku chomików zespół nie miał jednostki napędowej. Zadłużając się w Ferrari kupili dwie jednostki napędowe samochodów z lat '50 i nimi kontynuowali sezon. Efektów nie było, a przynajmniej większych niż w poprzednim roku.
Za to w 2007 zespół się poprawił i kupił profesjonalne jednostki napędowe, dzięki czemu czasy okrążeń poprawiły się o około 50 sekund. W tym samym roku Red Bull wypatrzył w BMW Sauber Sebastiana Vettela. Jednak dla sprawdzenia, przez końcówkę sezonu 2007 i cały 2008 rok Vettel spędził w siostrzanym teamie Red Bulla, Toro Rosso.
Rok później stała się rzecz niesłychana – podium kończącego karierę Davida Coultharda ożywiło atmosferę w zespole. Puszki napoju powiększono o 0,5 ml, a pracownikom podwyższono płacę o 1 cent. Ta sielanka w teamie przełożyła się na wyniki w sezonie 2009, w którym do zespołu w końcu dołączył Sebastian Vettel, który do tego momentu już zdążył wygrać.
Lepsze czasy[edytuj • edytuj kod]
Nowe bolidy, nowi my! Co prawda musieli myć i polerować lakier na samochodach Brawn GP, ale nareszcie mogli rywalizować z jakąkolwiek godnością. Co do kierowców, Seba zasłynął bardziej z wyeliminowania Roberta Kubicy z wyścigu o GP Australii, który Polak miał dużą szansę wygrać, niż ze zdobycia wicemistrzostwa świata. Vettel wygrał kilka przypadkowych wyścigów, w tym pierwszy w historii dla Red Bulla, GP Chin. W tym samym czasie sympatyczny kangur Mark Webber zaczął zbierać doświadczenie po adopcji jako potencjalny nowy talent.
Na okazję do opijania wystarczyło poczekać rok, bo sezon 2010 dał Red Bullowi pierwszy tytuł mistrzowski. Znów mistrzostwo Vettela przyćmiły jego dziewczęce łzy, które pokazał po zdobyciu tytułu. Wszystkie zasługi (i słusznie!) przypisano Neweyowi, który zaprojektował mistrzowski bolid. A na niezwykle istotną asystę pewnego rosyjskiego najemnika nikt nie zwracał uwagi poza Dyrektorem, który obiecał dożywotni zapas byczego napoju.
Sezon 2011 dał kolejne mistrzostwo Red Bulla. Mr Finger wygrał 11 wyścigów w sezonie i już na GP Japonii przypieczętował sobie tytuł. W tym sezonie napęd na chomiki został przywrócony za sprawą przywrócenia systemu KERS. Zwierzątka jednak bardzo chwaliły sobie team Red Bulla i przez przypadek przedłużyły z nim kontrakt na kolejny sezon.
Rok później Red Bull zgarnia kolejne mistrzostwo. Vettel nie miał udanego początku sezonu. W GP Malezji został staranowany przez „ogóra”, oliwy do ognia dodał fakt, że dzięki mądremu posunięciu kierownictwa Ferrari, Alonso wygrał wyścig. Lecz gdy wydawało się, że RBR się nie odrodzi, stało się to na co wszyscy czekali. Pan jedna brew (czyt. Alonso) wypuścił z rąk niemal pewny tytuł z rąk. W pamiętnym wyścigu o GP Japonii Alonso postanowił taranem przebić się na początek stawki, niestety jego plan legł w gruzach. I tak Sebastian Vettel został najmłodszym potrójnym mistrzem świata, a jego zespół Red Bull Racing zdobył kolejną koronę mistrza konstruktorów.
Rok 2013 to kolejne mistrzostwo. Nie licząc dominacji przez wygranie 13 wyścigów przez niemiecką księżnisię oraz awantury o pozycje w Malezji z Webberem zakończonego złamaniem rozkazu Multi 21 i charakterystycznym paluszkiem, nic ciekawego się nie działo.
Era hybrydowa, czyli koniec lepszych czasów[edytuj • edytuj kod]
Mistrzostw 2014 nie było z powodu złych silników hybrydowych zrobionych przez wszystkich, którzy nie są Mercedesem. Sympatyczny Kangur przestał się ścigać po tym sezonie, i teraz zarząd szukał nowego popychadła dla Vettela, więc zdecydowano stworzyć Sympatycznego Kangura 2.0.
Jak się jednak okazało, nowa wersja kangurka była zepsuta przez błąd w systemie, który sprawił, że ściga się o 30 km/h szybciej niż Vettel, przez co się obraził na wszystkich w zespole i wymienił czerwonego byka na czarnego konia. Z tego owego powodu zarząd w pośpiechu szukał następcę na nową księżnisię w drużynie, i wybrał Ruska z tendencją do powodowania wypadków. Był on akurat na wyprzedaży z innego byka w dosyć przyzwoitej cenie. W każdym razie, bez zwycięstw.
Na początku sezonu 2016 (c)Vettel zbyt dużo narzekał na ściganie Ruskiej torpedy więc dla pewności wymieniono go na Super Maxa. Ten wszedł z buta i nawet wygrał wyścig, ale w generalce i tak skończył za kangurem.
Rok 2017 pokazał, że Maksiu też lubił się rozwalać, ale parę razy wygrał i miał być następcą Niemieckiej Baletnicy, więc był bezpieczny. Byki powoli chciały skończyć z chomikami z Renault. Tymczasem Kangur po kontakcie azerbejdżańskim zaczął się psuć.
Po 2018 Sympatyczny Kangur 2.0 postanowił opuścić byki i zmarnować kontynuować karierę w renówce, a jego następcą został Francuski pokemon. Natomiast Crashtappen na dobre wyrastał na nowego Vettela. Byki natomiast pochwaliły się nowym napędem chomikowym prosto z Japonii.
Nowy napęd dowoził wyniki w przeciwieństwa do Pierda Gasly'ego, więc zastąpiono go Tajskim Balonem. Maksiu dał radę wyprzedzić w generalce obydwa Czerwone Rumaki więc dobrze dla niego.
Nastał sezon 2020 opóźniony z powodu pandemii. I tu nagle… Chwila, jak to Balon też nie dowozi? Chwila, jak to nie mamy swojego jako zastępcy? No coż, za rok bierzemy Checo Pereza, może on pomoże Maksiowi i Hondzie w walce o tytuł. Póki co trzeba się nacieszyć wygraniem GP 70-lecia i drugim miejscem. Niestety VTEC psuł się wtedy, kiedy nie trzeba.
Powrót do lepszych czasów[edytuj • edytuj kod]
Nagle okazało się, że w 2021 Mercedes osłabł, a Maksio dzięki dobremu bolidowi może zdetronizować Czarnego Pana. Ostatecznie Maksio wygrał tytuł, Honda pomimo sukcesu zwija się, Checo nie dowiózł na tyle, aby w konstruktorce też był tytuł, a ból dupy brytoli słychać po dziś dzień.
Chociaż… nie do końca? W dalszym ciągu brali odrobinę zbyt awaryjną Hondę, tylko na części, a nie w gotowcach. To wystarczyło, żeby podmienić nazwę silnika na RBPT. Dodatkowo za sprawą zmiany przepisów i pozerskiego zagrania w postaci odwrócenia ukadu zawieszenia, w 2022 nastąpiło zbawienie, czyli kolejny tytuł mistrzowski pomimo początkowej szarży Ferrari.
W 2023 Red Bull totalnie pozamiatał – mocny bolid + aktywacja Mad Maxa dała im wygraną w każdym wyścigu poza Singapurem, gdzie bolid nie wyrabiał w zakrętach. Jednak przewaga była na tyle duża, że zespół rozważał zmianę nazwy na Verstappen Racing i wygranie sezonu jednym kierowcą, co mogło się udać. I faktycznie, wyśrubował kilkanaście rekordów, w tym na ilość wygranych z rzędu.
Kiedy zaczął się rok 2024, miało szybko, łatwo i przyjemnie. Na początku faktycznie tak było, ale nieoczekiwane przebudzenie mocy McLarena w połączeniu z klątwą Red Bulla zrobiło swoje – ukończyli sezon dopiero na 3. miejscu, bo po drodze czarny koń dał radę wyprzedzić byki (albo półtora, bo Pérez robił za dodatkowy balast). Na pocieszenie Max dowiózł tytuł kierowców dzięki objawieniu się w Brazylii.
Klątwa Red Bulla[edytuj • edytuj kod]
[…] Jako że jesteście czerwone byki, przekleństwem będziecie obarczeni. Wasi kierowcy będą podobni do byków z waszego logo, szarżujące na siebie rogami. I będą one tak walczyły, dopóty jeden z nich nie wygra. Wtedy zwycięzca utwierdzi swoją pozycję jako pierwszy, a drugi będzie chadzał poniżony, aż do chwili gdy odejdzie na dobre albo niżej. Rządcy zaś surowymi będą i prędce przesądzą los jego. Dopóki kolejny pretendent nie przebije go swoimi szarżami, utrzyma się choćby do starości. Ale niech nowy pokona lidera w boju, a będzie mu dane jego miejsce. Taki cykl będzie krążył aż do końca funkcjonowania. Od tego momentu niech się stanie tak jak było powiedziane! |
||
— Zapis klątwy Red Bulla sięgająca czasów starożytnych | ||
W skrócie jeden kierowca bryluje, a drugi szoruje. I faktycznie, od lat klątwa działa z dużą skutecznością. Przedstawia się to w taki sposób:
- Sebastian Vettel
– Mark Webber
: Po robieniu za numer dwa w latach 2009-2013 Webber odchodzi na emeryturę. - Sebastian Vettel
– Daniel Ricciardo
: Sympatyczny Kangur 2.0 wbija w 2014 z takim impetem, że po tym roku Vettel ucieka do Ferrari. - Daniel Ricciardo
– Danił Kwiat
: Pomimo starań Kwiata, doktor Marko szybko go wyrwał do eksperymentów w Toro Rosso i od 2016 ma gorsze barwy. Daniel wciąż błyszczy, wygrywa po raz drugi. - Daniel Ricciardo
– Max Verstappen
: Chociaż Max wygrywa w dzień debiutu i zaczyna się popisywać, Daniel szybko pokazuje że to zwykły farciarz i pokonuje go w sezonie 2016 na punkty. Dobrze się dogadują do dnia starcia w Azerbejdżanie skutkującego wzajemnym wybiciem się z wyścigu. Od tego momentu szala zaczęła się przechylać w stronę bardziej agresywnego Holendra, chociaż Daniel nadal próbuje zapobiec utracie swojej wagi dla zespołu. Ostatecznie Australijczyk pęka i po 2018 idzie szukać drugiego oddechu w Renault. - Max Verstappen
– Pierre Gasly
: szybko przyszło, jeszcze szybciej poszło. W tym wypadku wystarczyło pół sezonu 2019, aby przekonać szefostwo na wdrożenie zamiennika z Tajlandii. - Max Verstappen
– Alexander Albon
: nieoczekiwana pandemia sprawiła, że Balon mógł liczyć na nieco dłuższy czas do pokazania się z dobrej strony. Niestety, regularne dokuczanie ze strony Hamiltona popsuło jego pewność siebie oraz wyniki (nadal nie zapomniał o tych dwóch straconych podiach…) i po sezonie 2020 dostał tak bardzo, że musiał się cofnąć do DTM. - Max Verstappen
– Sergio Pérez
: Meksykanin w 2021 okazał się być więcej niż numerem dwa za sprawą udzielania asyst w walce o mistrzostwo świata. Przez następny rok jeszcze to działało i uzupełniał pracę Maxa. Jednak w 2023 nastał kryzys i przepaść zrobiła się tak duża, że zespół mógł spokojnie przejść na model jednoosobowy, zmienić nazwę na Verstappen Carry Racing, a i tak zgarnął by obydwa trofea. Później to już tylko oddech konkurencji, zamulanie i kaplica. Max do trzech razy sztuka. - Max Verstappen
– Liam Lawson
: najszybsza i najbrutalniejsza klęska drugiego kierowcy wynikająca z tego, że Lawsonowi za bardzo wleciał Hobbit, a ten uwierzył w magiczną moc. Ta go wydymała i nie dała mu refleksu chudego byka, a tylko ciałko. Już po dwóch wyścigach w 2025 tak bardzo się upokorzył, że użyto koła ratunkowego transfer do RB. Teraz jest 4:0 (7:2 w wygranych sezonach). A może to jednak bolid, który działa na każdego poza Maxem? - Max Verstappen
– Yuki Tsunoda : najnowszy pojedynek wynikający z zastosowania koła ratunkowego. Eksperci nie liczą na wiele zmian, ale czas wcale się tym nie przejmuje i czeka na rozwój wydarzeń.
Jeszcze ciekawsze jest to, że klątwa działa również w zespole siostrzanym Toro Rosso. Ze względu na liczbę ofiar i współczucie, będzie im odpuszczone.
Przyszłość i osiągnięcia[edytuj • edytuj kod]
Dzięki przedłużeniu kontraktu z chomikami przyszłość Red Bulla staje się coraz bardziej kolorowa, jednak zespół ten jest zależny od Neweya i właściciela marki Red Bull. Wycofanie się z zespołu jednego z nich będzie skutkowało całkowitym rozpadem teamu i w efekcie tego Red Bull Racing może przejść w zapomnienie.
Koniec końców w 2025 r. Newey odszedł z zespołu na rzecz furmanek Jego Wysokości. Pęknięcia w zespole pojawiły się jeszcze na dobre przed ogłoszeniem odejścia, bo Horner miał pokazywać pracownicom rekordowego horndoga, a papaja okazała się wyjątkowo mocna w smaku. Jednak dopóki Latający Holender broni zespołu przed zderzeniem ze ścianą, to ten się nie rozleci nawet jeżeli klątwa Red Bulla staje się coraz mocniejsza. Teraz wszystko zależy od Verstappena.