Poradnik:Jak chodzić po Karkonoszach

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Karkonosze stają się znów górami modnymi i walą tam tłumy. Mają jednak swój specyficzny urok i wielu woli jechać tam niż w Tatry (niestety). Karkonosze to góry z dobrą infrastrukturą, jest sporo szlaków i schronisk, co jednak nie wychodzi im na dobre, bo przyciąga różnej maści Januszy turystyki. Ludziska se myślą, że skoro góry są niższe, to więcej wolno, stąd plagi karkonoskie przypominają tatrzańskie, no może poza rzezią niedźwiedzi. Oto kilka rzeczy, o których warto pamiętać jadąc w Karkonosze:

Noclegi[edytuj]

Schronisko Samotnia, w którym najtrudniej o nocleg

Najpewniejszym noclegiem dysponują schroniska PTTK, a to z tego powodu, że zobowiązane są przyjąć każdego turystę po zachodzie słońca. Dlatego można jechać w góry na pewniaka, byle tylko nie przyjść do schroniska za wcześnie, bo inaczej z noclegu nici. Czas przed przyjściem do schroniska wykorzystujemy na grę w pokera w kosodrzewinie, picie piwa i przepakowywanie plecaka. Pamiętajmy jednak, że w razie braku miejsc dostaniemy jedynie materac i umieszczą nas na korytarzu. W sezonie wycieczkowym oznacza to nieustanne budzenie przez hordy bachorów na wycieczkach szkolnych, urządzających sobie zieloną noc. Jeśli zaśniesz o drugiej, będzie to już jakiś sukces. W ostateczności można zejść na dół do hotelu Gołębiewski w Karpaczu, obrabowawszy po drodze bank (bankomat może nie starczyć). Jedynym tańszym sposobem na przenocowanie w Karkonoszach jest przespanie się w kosodrzewinie, co jest o tyle niewygodne, że kłuje, dziurawi karimatę, nie chroni przed deszczem no i mogą nas wyhaczyć różne służby.

Posiłki[edytuj]

Milionerzy znajdą posiłki w schroniskach górskich (tańszych opcji nie warto próbować), w ostateczności można spożyć posiłek składający się z piwa i chipsów. Aby zaoszczędzić, robimy zakupy w sklepach w Karpaczu, Szklarskiej Obrębie lub, jeśli mamy czeskie korony, w Harrachowie. Powyżej regli Biedronek nie ma! Przydatna bywa konserwa turystyczna, oczywiście jeśli się ma otwieracz. Otwieranie puszki przy użyciu dwóch kamieni to dobry pomysł, jeśli ma się do dyspozycji apteczkę i pół kilometra bandażu. Papier toaletowy w razie czego należy mieć ze sobą (w schroniskach czasem też brakuje). Ci, którzy wzięli ze sobą zupki chińskie, muszą poczekać na dojście do schroniska, gdzie kierownictwo ma obowiązek użyczyć nam wrzątku. Próba przygotowania zupki chińskiej na wodzie ze źródełka kończy się niepowodzeniem i biegunką.

Wędrówki[edytuj]

Świątynia Wang – Norwegowie o niej nie wiedzą, więc jeszcze nie spłonęła

Karkonosze to nie Tatry, na turystów nie czekają granie i liczne przepaście (uważajcie na Kotłach!). Niemniej potrafi być naprawdę nieprzyjemnie, zwłaszcza w okolicach Śnieżki, na którą upierają się akurat ci, którzy po górach nie powinni chodzić. Często dochodzi do scen podobnych do tych z wejścia na Giewont. Warto pamiętać, że natężenie dźwięku na Śnieżce dochodzi do 90 decybeli, zwłaszcza, gdy na szczycie będzie wycieczka z polskiej podstawówki. Ulubione zabawy szkolnej dziatwy to bieganie bez sensu, pchanie się pod nogi, wytrącanie z rąk kubków z herbatą kupionych za nieziemskie pieniądze i podobne rozrywki. Niewiele ciszej jest na całej trasie od Śląskiego Domu. Jeśli już znajdziemy jakąś spokojną ścieżkę, to za jakiś czas pojawi się na niej wycieczka młodzieży z wyjącym na full regulator boomboxem. Turyści nieprzepadający za wędrówkami górskimi mogą skorzystać z jednego z trzech wyciągów: na Szrenicę, na Kopę i (po czeskiej stronie) na Śnieżkę, oczywiście po odstaniu w kilkugodzinnej kolejce. Warto pamiętać, że Droga Przyjaźni Polsko-Czeskiej jest prawie w całości odsłonięta i nieporośnięta żadnymi lasami, toteż ciężko jest załatwić jakąś potrzebę naturalną. W wersji minimalnej wchodzimy tylko do Świątyni Wang lub pod wodospad Kamieńczyk, a zdjęcia z gór do umieszczenia na Facebooku pobieramy z Wikimedia Commons.

Zwiedzanie[edytuj]

Smętne resztki zamku Chojnik

Miłośników architektury współczesnej zainteresują dwa obiekty: spodki na Śnieżce i schronisko Labska Bouda, która wygląda jak betoniarnia, tyle że ma mniej wdzięku. Jest to jedyny znany nauce budynek, w którym piętra liczone są w dół. Zdezorientowany turysta może tylko liczyć na to, że pewnego pięknego dnia ktoś się wkCenzura2.svgwi i rozwali ten koszmar. Na szczęście jest cała masa innych ciekawych budynków: Spindlerova Bouda, w której podczas II wojny światowej była kwatera Hitlerjugend (jak znalazł w dzisiejszych czasach) i schronisko Samotnia, z którego fotkę można bez większej żenady wrzucić na fejsa. Najlepiej z dopiskiem spałem tu w jedynce z widokiem na Mały Staw. A co, niech spuchną z zazdrości. Nic ich nie obchodzi, że akurat tę noc spędziliśmy w kosodrzewinie. Jeśli zaś interesuje nas ruderologia stosowana, warto odwiedzić zamek Chojnik. Z ciekawszych widoczków godni polecenia są Janusze, którzy szpanują chodząc po krawędzi muru nad dwudziestometrową przepaścią. Jeśli akurat ich nie ma, podziwiamy widok na Karkonosze.

Komunikacja[edytuj]

Bajkowo położona stacja w Szklarskiej Porębie Górnej

Jak przystało na rejon turystyczny, dojechanie do większości miejscowości pociągiem jest niemożliwe, a jedyny sensowny dojazd ma Szklarska Poręba, gdzie od czasu do czasu docierają nawet pociągi z Kraju Kwitnącego Knedla. Turysta jest więc zazwyczaj skazany na zatłoczone autobusy, na dodatek jeżdżące rzadko i niepunktualnie[1]. W Karpaczu czy Szklarskiej Porębie można spotkać taksówki, niestety ich kierowcy, nie wiedzieć czemu, nie jeżdżą prosto na Śnieżkę czy na Szrenicę. Ponieważ Karkonosze to nie Tatry, nie ma tu walenia konia dręczenia zwierząt pociągowych i tym samym zaprzęgów konnych. Turyści lubiący wozić swoje cztery litery mogą skorzystać z wyciągów. Konieczność dotarcia na stację we własnym zakresie sprawia jednak, że w oczach Polaków to Tatry są królem polskich gór, jak lew jest królem dżungli.

Zobacz też[edytuj]

Przypisy

  1. Tutaj wychodzimy z naiwnego założenia, że autobus w ogóle pojedzie