Ritchie Blackmore

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru
Mistrz kiedyś...

Niepisane prawo Ritchiego głosiło, że dla zdrowia zespołu rotacja kadr jest niezbędna.

Jimmy Bain o rewolucyjnych teoriach Blackmore'a

Ritchie „Choleryk” Blackmore (właściwie Richard Hugh Blackmore, ur. 14 kwietnia 1945 roku w Weston-super-Mario Mare) – brytyjski gitarzysta rockowy oraz człowiek, którego kręcą Niemki. Współtwórca zespołów Deep Purple, Rainbow i Blackmore's Night. Ze wszystkich poza ostatnim wyrzucony (przez siebie bądź pozostałych członków), chociaż to może się również zmienić, gdyż z żoną (czwartą) układa mu się nie najlepiej, a wbrew nazwie to jej zespół. Oprócz tego, najszybszy gitarzysta świata[1] i mistrz udawania instrumentów klawiszowych gitarą.

Wczesna kariera

Ritchie zaczął grać w swoim pierwszym zespole w wieku piętnastu lat, przy czym w wieku lat siedemnastu zdążył zostać wyrzucony z sześciu następnych. Przełomowym momentem jego kariery okazało się dołączenie do zespołu The Savages, założonego przez niejakiego Screaming Lorda Sutcha[2]. Dzięki temu dowiedział się między innymi, jak czuje się człowiek uciekający przed wariatem z siekierą i czapką z bawolimi rogami na głowie. Co ciekawe wytrzymał z nimi całe kilkanaście miesięcy – ot, taki masochizm. Zresztą przykładów umartwiania się w życiu Blackmore'a w tamtym okresie było wiele. W 1965 poznał Niemkę Margrit, i, opuściwszy grupę Lorda Sutcha, podjął pracę w miejscowym zespole. Niedługo potem zatęsknił za widmem siekiery i wrócił do współpracy z Sutchem. Potem poznał kolejną Niemkę o jakże kobiecym imieniu Babs i przeszedł na bezrobocie, korzystając świadomie z ogromu świadczeń socjalnych w Niemczech. Sam oczywiście twierdził potem, że był to ciężki okres w jego życiu, podczas którego cały czas doskonalił się w grze na gitarze.

Deep Purple

W 1967 złożono mu propozycję dołączenia do świeżo tworzonego Deep Purple. Widząc, że Babs ma już dosyć darmozjada gitarzysta nie śmiał odmówić. W ten sposób nastały całe dwa lata szczęśliwości Ritchiego. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. W 1969 do zespołu trafił bowiem Ian Gillan. Zespół zaczął święcić triumfy, ale Ian szybko zaczął wkurzać Blackmore'a samą swoją obecnością. W 1973 Ritchie zdecydował się więc na krok ostateczny i wywalił Gillana z Deep Purple. Wynalazł wtedy Davida Coverdale'a, a płyta Burn okazała się idealna by pokazać Gillanowi środkowy palec. Później zauważył, że w przypływie dobrobytu Babs roztyła się, więc zdecydował się na rozwód. Z racji tego niewiele poświęcał czasu na pracę nad nowym albumem, Nosicielem Burzy.

Rainbow

W 1974 roku, kiedy, najpewniej z powodu braku kobiety, zaczął okazywać maniery starej panny, opuścił Deep Purple i założył własny zespół Rainbow, gdzie myślał, że będzie wyłącznym panem i władcą. Tam jednak pojawił się ten drań Ronnie James Dio, który śmiał mieć coś do powiedzenia. Widząc co się święci wyrzucił więc wokalistę z zespołu i zatrudnił kogoś bardziej uległego. Niedługo potem, w 1984 Rainbow mu się znudziło i wrócił do reaktywowanego Deep Purple.

Deep Purple (znowu)

W starym składzie nagrali dwie płyty, po czym Blackmore ponownie wyrzucił Gillana, bo jak sam tłumaczył,„dziwnie się patrzył”. Przyjął więc swojego znajomego z Rainbow (bynajmniej nie Dio) i grali razem koncerty oraz wydali jedną marną płytę. Niedługo potem wytwórnia zmusiła Blackmore'a, by z okazji zbliżającego się dwudziestopięciolecia Deep Purple przyjąć ponownie Gillana. Taki stan przetrwał całe półtora roku, po czym w 1993 roku Gillan wyrzucił Ritchiego Ritchie odszedł z zespołu.

Rainbow (znowu)

W owych dniach Ritchie nie miał już ochoty grać siarskiego rocka, ale miał podpisany kontrakt na jeszcze jedną płytę. Wynalazł więc Doogie'go White'a i nagrali jeden album, zagrali kilka koncertów i w 1997 Blackmore definitywnie olał wszystkich i wszystko. W międzyczasie w głowie zawróciła mu o ćwierć wieku młodsza Candice Lauren Isralow, zwana w skrócie Candice Night.

Blackmore's Night

...i Mistrz dziś[3]

Niedługo potem Ritchie i Candice żyjąc na kocią łapę (hajtnęli się dopiero w 2008) powołali do życia ten dziwny twór. Para tworzy bowiem muzykę w stylu folk, inspirowaną czasami renesansu. Wśród utworów znajdują się głównie nieświadome covery wczesnych nagrań In Extremo, twórczość własna zeszła na dalszy plan i, podobnie jak postać Ritchiego, przestała liczyć się na rockowej scenie muzycznej. Przez wielu dzień powstania Blackmore's Night nazywany jest śmiercią gitarzysty, czego wyrazem są rytualne, coroczne pogrzeby. Ostatnio mówi się jednak o wiszącym nad małżeństwem widmem rozwodu, w czym podstarzali fani widzą szansę na twórcze zmartwychwstanie Blackmore'a. A jak nie rozwód, to są jeszcze inne powody, by wrócić do hard rocka.

Rainbow (znowu?)

Kiedy zmarło się Lordowi, Blackmore napisał dla niego takie sobie instrumentalne coś, co nawet momentami przypominało krótkie wstawki z Rainbow, ale skurczybyk na pogrzeb nie pojechał. W jednym z wywiadów napomknął, że w sumie to zagrałby w Deep Purple, na co zapobiegawczo zareagował Gillan krótkim Wal się. Potem gruchła wieść, że dogadał się z Coverdalem, ale prawnicy czegoś się uczepili. Jednak David rzekomo włożył w to już dużo pracy i sam dokończył projekt, którego efektem jest słabe The Purple Album, więc ciężko uwierzyć, że Ritchie miał coś z tym wspólnego. Potem jeszcze Joe Lynn Turner twierdził, że wkrótce Rainbow powróci. Ostatecznie Blackmore ogłosił, że i owszem, będzie kilka rockowych koncertów, ale Turner nie będzie częścią tej przygody. Chwyt marketingowy polega na tym, że na plakatach napisano, że to powrót Rainbow. Pani Night Blackmore twierdzi, że to tylko na chwilę, ale ktoś przecież musi zapełnić fanom pustkę, bo Black Sabbath zakończyli karierę.

Zobacz też

Przypisy

  1. Yngwie Malmsteen się z tym nie zgadza
  2. Jimmy Page też grał z Sutchem
  3. na pierwszym planie żona