Grunge'owcy

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru
(Przekierowano z Grunge'owiec)

Grunge'owcy, rzadziej grungowcy – istoty młode, złe na świat, biedne, nierozumiane, żądne śmierci. Nie doczekali się nawet zdjęcia w tej sekcji.

Charakterystyka[edytuj • edytuj kod]

Subkultura melomanów, amatorów ballad trójakordowych, cwaniaków. Samych przez siebie, jak i przez inne grupy społeczne, nazywanych „niepoprawnymi brudasami”.

Chcą być wolni, mimo że nikt im tej wolności nie zabiera. Nie zaczepiają i nie dają się zaczepić. Skrywają twarz pod sklejonymi brudem kosmykami (niecelowo) przypominających dredy włosów i noc w noc próbują wskrzesić Kurta Cobaina, który jest u nich obecny w sercu, w duszy, na portfelach, bluzkach i plecakach. Płaczliwe skurczybyki, jednak do odróżnienia z emo i gotami. Kochają Nirvanę i wiedzą, że grunge to jedyna słuszna muzyka. Hodują włosy, ale ich nie pielęgnują. Niezrozumienie przez społeczeństwo wyrażają brudem, niechlujstwem i pisaniem wierszy. Starają się buntować, ale po cichu, co odróżnia ich od małych punkowców.

Każdy szanujący się grunge'owiec powinien mieć gitarę (koniecznie elektryczną). To, czy umie na niej grać, czy nie kompletnie nie ma znaczenia, liczy się, że ma gitarę, i może robić swój własny hałas. Zamiast kostek używają pięciozłotówek, żeby ich dźwięki były jeszcze bardziej (o zgrozo!) melancholijne. Wzmacniacze nie muszą być do końca działające-mogą być zrobione własnoręcznie, tak naprawdę nikt nie będzie się o to czepiał, bo jesteś grunge'owcem!

Mogą też grać na perkusji, wtedy nie patrzą na to, w co walą swoimi własnoręcznie zrobionymi pałkami, bo ich włosy muszą być opuszczone na pół ciała, i kompletnie zasłaniać twarz. Jeśli się postarasz, zrobisz większy hałas, niż wyżej podani gitarzyści.

Ewentualnie mogą grać na basie, ale w tej sytuacji raczej nie kierują się chęcią robienie hałasu…

Hymnem wszystkich grunge'owców jest Smells Like Teen Spirit, którego tekst należy znać przynajmniej w dwóch językach. Powinno się też umieć gustownie ruszać głową do solówki.

Wygląd[edytuj • edytuj kod]

Grunge'owiec jako inspiracja dla wszystkich innych grunge'owców

Szanujący się grunge'owiec chodzi w ciepłych flanelkach w kratę – niepranych, nieprasowanych. By jego dżinsy mówiły o nim jak najgorzej, wycina w nich wzorki szkolnymi nożycami. Zawsze ma podkoszulek, czarny, częściej bawełniany niż poliestrowy. Rozpina koszulę flanelową, by na koszulce widoczny był muzyczny nadruk. Jego włosy muszą być długie i tłuste, jednak nie na tyle tłuste, żeby powstały z nich dredy. Mało je, to i zanika w oczach. Chciałby być Kurtem Cobainem. Ci starsi mają krótkie bródki, ci młodsi próbują mieć, niektórzy nawet rysują.

Nosi plecak, w plecaku zeszyt, w zeszycie wiersze i komiksy. Ma naszywkę na naszywce, spośród stosu Nirvany wyłania się Pearl Jam, czasem Alice in Chains, gdzieniegdzie Soundgarden. Właśnie przez naszywki dobitnie pokazuje to, że jest hipisem i wspiera MPR.

Zachowanie[edytuj • edytuj kod]

Można ich spotkać w odosobnieniu. Nie uznają stada. Jeśli już z kimś przebywają, to z innymi grunge'owcami. Razem komponują peany do Nirvany i wymieniają się kasetami do magnetofonu. Często razem ćpają. Lubią ciemność. Uciekają przed każdym, boją się wpierdolu. Śmieją się z emo zachowując się jak emo. Nie mówią. Piszą. Na kartce lub na wybranym portalu społecznościowym

Poglądy[edytuj • edytuj kod]

Świat jest zły, grunge'owcy nie. Oni są tu maszynami, którymi ktoś usytuowany wyżej steruje, władze są nad nimi i przeciwko nim. Każdy, nawet dwunastoletni grunge'owiec stwierdzi, ze zrobił wszystko dla społeczeństwa, co było mu dane, nikt tego nie odwzajemnił i warto by się zrzucić z mostu. Dla dobra sprawy warto zostawiać tró listy pożegnalne, a w nich pierdoły o misji, przesłaniu, cierpieniu i wyimaginowanym przyjacielu. Wciąż oczekują od ludzi empatii.

Cokolwiek by nie robili chcą chronić Ziemię, zmieniać innych i rewolucjonizować dzielnicę. Zwykle kończy się to złamaniem obojczyka, siniakami, zadrapaniami i kolejnym grafomańskim wierszem traktującym o ludziach złych, płytkich, nieuczuciowych. Do tekstu może napisana być piosenka, śpiewana przez zęby, co daje bardzo grunge'owy efekt biedy, złości i brzydoty.

Muzyka[edytuj • edytuj kod]

Każdy utwór muzyczny, który był puszczany w radiu, jest złym utworem. Choć sami pośmiertnie robią z Cobaina chwyt marketingowy, uważają to za bezczeszczenie bóstwa i komercjalizację. Nie bacząc na ilość sprzedanych kopii Nevermind, uważają, że tylko oni – wrażliwi i uczuciowi – słuchają grunge'u. Wiedzą, że najlepszą muzyką jest ta alternatywna (patrz: dział Alternatywa), ale nie potrafią tego terminu wytłumaczyć.

Jako przykład twórczości wyżej już wymieniony, Smells Like Teen Spirit, to głęboki utwór opisujący w skrócie beznadziejność dorastającej młodzieży, próby zaimponowania innym rówieśnikom oraz problemy z libido. Fakt że tekst utworu przed nagraniem dema został wymyślony na pięć minut przed nagrywaniem i ciężko doszukiwać się w nim sensu (o ile się je zrozumie przez gardłowy głos wokalisty) przeszkadzał nieco krytykom muzycznym, ale grunge'owcom w ogóle. Sam tytuł powstał z nieporozumienia, kiedy to przyjaciółka wokalisty zapytała go, czy nie pryskał się dezodorantem Teen Spirit. Oczywiście nie ma to znaczenia, a sam tytuł przyświeca idei alternatywy.

Mimo tego, że większość (zaledwie 100%) grunge'owców słucha Cobaina i spółki to istnieją przypadki, gdzie istnieją jeszcze inne, ważne Seatlle'owskie grungowe zespoły, takie jak: Alice in Chains, Soundgarden oraz Pearl Jam nazywane wraz z Nirvaną Wielką Czwórką z Seattle.

Występowanie[edytuj • edytuj kod]

Przybyli z Seattle, by pokazać wszystkim swoją nienawiść do świata. Pokazali całej Europie, w tym i Polakom, którzy sporo już lat po czasach świetności Nirvany, czy chociażby Soundgarden (choć to przypadek softowy) dalej robią z siebie piąte koła u wozów, czarne owce i najsłabsze ogniwa.

Alternatywa[edytuj • edytuj kod]

To ulubione słowo grunge'owców i wszystko, co alternatywne jest dobre. Wszystko, co robią, jest alternatywne. Jeśli coś jedzą, piszą, lubią – jest to alternatywne. Gdyby wmówić grunge'owcowi, że Gosia Andrzejewicz jest alternatywna, jeszcze dzisiaj miałby jej dyskografię.