Technikum

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Uczniowie technikum

Technikum – szkoła średnia lecz nieprzeciętna. Jest o tyle pokręcona, że łączy obszerne fragmenty Liceum ogólnokształcącego i zasadniczej szkoły zawodowej. To właśnie do niej idą ci, którzy uczyli się na tyle dobrze, żeby nie wylądować w zawodówce, a na tyle źle, że o dobrym liceum mogą pomarzyć. Ewentualnie nawiedzeni pasjonaci.

Pierwszy kontakt[edytuj]

Zazwyczaj na ścieżce życiowej technikum najsamprzód pojawia się tylko z nazwy. Świadome władze tych szkół, panicznie szukające uczniów, już na tym etapie rozpoczynają szeroko zakrojoną akcję marketingową przejawiającą się nadaniem odpowiedniej nazwy szkole. Musi być ona maksymalnie związana z takimi wartościami jak świetlana przyszłość, postęp i nowoczesność, nawet jeżeli szkoła oferuje tylko profil rolniczy. Tą metodą powstają tak mylące nazwy jak na przykład „Technikum Nowoczesnych Technologii”[1].

Profile[edytuj]

W przeciwieństwie do liceum nie uczy się tu wszystkiego, bo kto jest do wszystkiego ten jest do niczego. Podawana wiedza jest odpowiednio wyprofilowana pod kątem przydatności w jednej z profesji przydatnej społeczeństwu. Można iść na profil mechanik albo ogrodnik lub bardzo pożądany dzisiaj profil kucharz. Zazwyczaj na danym profilu występuje znaczna przewaga jednej z płci, dlatego jeżeli wejdziesz do pracowni i zauważysz, że wiele osób ma inne chromosomy to wiedz, że prawdopodobnie pomyliłeś sale. Dla odróżnienia można stwierdzić, że liceum to w rzeczywistości technikum o profilu technik maturzysta.

Kierunki[edytuj]

Kierunków w technikach jest od Cenzura2.svg, dlatego ciężko opisać każdy z nich. Mimo ich ilości popularnością cieszy się tylko małe grono, reszta zarezerwowana jest tylko dla opętanych maniaków.

  • Technik analityk – uczniowie na tym kierunku uczą się szeroko pojętej analizy składników ulubionego komandosa. Ewentualnie szukają przyczyn zgubnej mocy mocarza.
  • Technik urządzeń i systemów energetyki odnawialnej – po skończeniu nauki uczniowie orientują się, że w Polsce energetyka odnawialna stoi na niskim poziomie i uciekają pracować do Niemiec.
  • Technik grafiki i poligrafii cyfrowej – skupia beztalencia naukowe, które jedyne czym mogły zaszpanować przed rówieśnikami była bogata kolekcja rysunków pornograficznych martwej przyrody. Zapaleńcy wybierają ten kierunek z myślą, że wreszcie dowiedzą się jak zrobić dobre hentai.
  • Technik przemysłu mody – kształcenie w kierunku zaawansowanego szycia serwetek we wzory i robienia na drutach.
  • Technik ochrony środowiska – uczniowie uczą się dlaczego Wisła poniżej Warszawy zawiera w sobie połowę tablicy Mendelejewa i zastanawiają się dlaczego nie powinno się z niej pić.
  • Technik budownictwa – tutaj trafiają ludzie, którzy nigdy nie słyszeli legendarnego powiedzenia: „Lepiej moczyć chSłuchacz jedynego słusznego radia ocenzurował ten niegodny fragmentja w szklance, niż się uczyć w budowlance”. Po paru latach pojawiają się na rynku pracy i orientują się, że jedyne czego się nauczyli na praktykach, to jak się obijać.
  • Technik renowacji elementów architektury – wytwór sztucznego podwyższania prestiżu profilu poprzez ulepszaniu jego nazwy. Uczniowie uczą się jak skutecznie poprawiać wygląd zabytków, najczęściej poprzez ich wyburzanie.
  • Technik elektryk – tutaj szkoli się młodzian na ekspertów od podłączania agregatów prądotwórczych na budowie[2].
  • Technik mechanik – profil klasy obejmujące takie nowinki techniczne, takie jak rozpoznawanie fałszywych passatów od Niemca, oraz poznawanie magicznych zdolności WD-40.
  • Technik architektury krajobrazu – uczniowie w ramach praktyk czyszczą miasta oraz przycinają gałązki w parkach. Z tego powodu jest to niezwykle chwalony kierunek, nie ma to ja zlecać sprzątanie miasta małolatami za pół-darmo, prawda?
  • Technik ogrodnik – właściwie to samo co wyżej, ale jeszcze bardziej upokarzająco. Niby możesz zostać projektantem ogrodów dla bogatszych od siebie, ale w praktyce jedyne na co można liczyć to sadzenie bawełny na plantacjach, również za pół-darmo.
  • Technik weterynarii – uczniowie tego kierunku zazwyczaj po otworzeniu pierwszej żaby na praktykach rezygnują z profilu na rzecz czegokolwiek innego.

Lekcje[edytuj]

W technikum odbywają się normalne lekcje[3] w zakresie podstawowym, tyle że postanowiono ulitować się nad przyszłym kwiatem narodu i skrócono ich wymiar (np. zamiast sześciu godzin polskiego w tygodniu są trzy). To nie oznacza, że lekcji jest mało – przeważnie z osiem na dzień. A potem jeszcze praktyki dochodzą, na których patrzy się, jak majster/szef odwala robotę, uczniowi dając co najwyżej pozmywać, wymienić olej itp. Sprawdziany głównie pisze się z podręcznikiem na kolanach i kilogramem ściąg w piórniku; nauczyciel pije wtedy kawę i czyta najnowszy numer Angory. Ewentualnie prowadzi własną firmę lub trolluje uczniów patrząc się na wyłączony monitor.

Oprócz normalnych zajęć są też przedmioty zawodowe, które wszyscy lubią najbardziej (mimo to zasada związana z pisaniem sprawdzianów nie zmienia się), a nawet zdarza się że uczniowie znają już odpowiedzi do sprawdzianu końcowego z przedmiotu, który się jeszcze nie zaczął. Zaliczają się do nich m.in. lekcje technologii. Owe zajęcia dzielą się na dwie części: teoretyczną i praktyczną. Na praktycznej części można robić jaja. Mechanicy mogą wysmarować siedzenie nauczyciela smarem, kucharze urządzać walki na noże kuchenne, a budowlańcy porzucać w siebie cegłami. Nie pytajcie, co robią weterynarze.

Nauczyciele[edytuj]

Aby uczniowie nie wynieśli zbyt dużo ze szkoły, a przede wszystkim mowa tu o wyposażeniu, choć w nielicznych przypadkach również o wiedzy, w technikum występują w postaci grona pedagogicznego pracownicy oświaty, którzy teoretycznie mają za zadanie oświecać młodzież, a co robią w rzeczywistości to czytelnik zobaczy jak się wychyli zza monitora. Ze względu na to, że nauczyciel nauczycielowi nie równy poniżej przedstawiamy najczęściej występujące

Rodzaje nauczycieli[edytuj]

  • pracowałem/łam w przemyśle – zaawansowany wiekiem i wiedzą, lecz nie rzucający pereł między wieprze. Możesz go olać, lecz pamiętaj, że wtedy oleje ciebie. Maszynowym lub spożywczym, w zależności od profilu. W czasie lekcji okazyjnie rzuci mięsem, lecz bywa, że i kapciem. Jest zakonserwowany sokiem i mimo sędziwego wieku nie bierze zwolnień lekarskich. W czasie zajęć praktycznych jest w stanie powiedzieć na ucho dowcipy z brodą tak długą, że nie opowiesz ich kolegom. Często jest to też autor materiałów edukacyjnych używanych przez większość nauczycieli. Na zastępstwie tłumaczy się, że dawno tego przedmiotu nie uczył, szuka iksa do zamknięcia programu i używa oryginalnej angielszczyzny, lecz w ogólnym rozrachunku wypada znacznie lepiej niż rozkładowy nauczyciel.
  • z powołania – zazwyczaj płci żeńskiej. Osoba, która wie, że nie wie wszystkiego, lecz to co wie to chętnie przekaże. Zazwyczaj wymaga i jest surowa, lecz może być łatwa do zagadania na dowolny temat zarówno z przedmiotu jak życia, czy wiedzy powszechnej lub tajemnej. Jest wrogiem używek i ilekroć zapalisz to zobaczy cię z okna jakiegoś środka transportu zbiorowego, by potem w klasie wygłosić mowę o szkodliwości palenia. Na jej lekcjach możliwość dostania jedynki nie jest najgorszą możliwością.
  • śmieszek – specjalista od kilku przedmiotów mający raczej dobre relacje z uczniami. Uważa swoje przedmioty za dosyć wesołe i żartuje zarówno z siebie, jak i z uczniów.
  • ambitny – uważa, że jego klasa wie wszystko najlepiej, więc czas na wprowadzanie nowych tematów i rozwiązywanie zadań ogranicza do minimum jednocześnie pędząc z tematem. Wyniki prac pisemnych uczniów nie zmieniają jego zdania na ten temat i bardzo źle, bo powinny. Jeżeli trafisz na takiego na przedmiocie rozszerzonym to źle, bo się nie nauczysz, a jak na innym to też źle, bo się na rozszerzenie nie nauczysz.
  • nowy – przychodzi na lekcje i wygląda jakby to był jego pierwszy dzień pracy. Nie bez powodu. Każe przepisywać pytania do zeszytów lub odzywa się dopiero w czterdziestej minucie lekcji.
  • leniwy – przychodzi na lekcję, mówi to, co zawsze i opada na krzesło. Potem czas po prostu spędza, lub prowadzi własną firmę. Na jego lekcjach jaja robić sobie można szczególnie, lać kolegów po ryju, ale śpiewać nie wolno.

Egzaminy zawodowe[edytuj]

Aby zdobyć dyplom technika uprawniający do szpanowania zarówno przed rówieśnikami jak i przyszłym pracodawcą zainteresowany musi stanąć nie na sztorc lub ością w gardle, lecz przed trzema próbami znanymi szerszej publice jako egzaminy zawodowe. Pierwszy zazwyczaj jest banalny, a ostatni stanowi kozioł oporowy dla braci uczniowskiej. Ogólnie poziom jest taki, że samo CKE do niedawna wstydziło się publikować zadania na swojej stronie internetowej, dlatego gdy nauczyciel nie ma pomysłu na lekcję i widzi, że uczniowie wyjątkowo nie uratują go z sytuacji, może rzucić pomysł, coby się nie pouczyli trochę do egzaminu i dać URL jakiejś strony z zadaniami. Zazwyczaj okazuje się ona bazą pytań wielu zawodów i tak każda próba nauki kończy się na tym, że fryzjerzy leczą nudę odgadując kolejność przykręcania śrub[4], mechanicy – jaki wypiek należy przygotować przed Wielkanocą[5], a piekarnicy cukiernicy – co to za układ osi[6].

Części[edytuj]

Sam egzamin zawodowy składa się z części teoretycznej i praktycznej, która w niektórych przypadkach jest zastępowana drugą częścią teoretyczną, gdy praktycznej nie sposób przeprowadzić ze względu na niedobór sprzętu lub po prostu we wcześniejszych latach działy się cyrki.

Część teoretyczna[edytuj]

Część teoretyczna składa się z zestawu pytań zamkniętych[7] za pomocą kolorowych plomb. Jego rozwiązywanie może polegać na niewiedzy zdającego lub absurdalnych pomysłach autorów zadań. Do egzaminów typowo związanych z techniką dają fotografie dziwnych narzędzi, na które szkołę nie stać i pytają się, do czego to służy. Nauczyciel może poprzedzić akt rozwiązywania płomienną przemową o na przykład takiej treści:



Cquote2.svg

nic się nie martwcie. Potraktujcie to jako próbny. Jak komuś się nie uda to najwyżej się odwoła. Też bym tak zrobił.
Cquote2.svg

Następnie uczniowie przystępują do właściwej części egzaminu. Rozcinają plomby dowodem osobistym wyrażając tęsknotę za nożami. Teraz jest chwila na sprawdzenie czy arkusz zawiera deklarowaną liczbę stron, oraz na ewentualne okrzyki radości gdyby okazało się, że rysunki są kolorowe. Potem już tylko ty i zadania.

Część praktyczna i chwilę przed nią[edytuj]

Część praktyczna jest o tyle ciekawsza, że może się zdarzyć, że szkoła mimo, że posiada policzalną na palcach ilość gniazdek trójfazowych, w tym różnych systemów, nagle zamawia hurtowe ilości muf trójfazowych. Takich z bolcem, a na warsztacie stosuje się czterostykowe. Jakoś ni z gruszki, ni z pietruszki na ostatniej lekcji przedmiotu zawodowego nauczyciel pokazuje jak taką mufę założyć. Nadchodzi część praktyczna i zgadnijcie, jaka jest treść zadania. Niektórzy część praktyczną piszą robią w innej szkole, lecz kierują się przy tym zgoła innymi pobudkami niźli w przypadku egzaminu na prawo jazdy. Chodzi o brak sprzętu. Zazwyczaj tacy uczniowie są na przegranej pozycji. Tu warto wspomnieć o nowatorskim sposobie podejścia do sprawy kompletności arkusza. Wszyscy przyzwyczaili się, że trzeba ją każdorazowo sprawdzić, lecz nikt nie przewidział, że do stanowiska może być przydzielony załącznik pod postacią schematu niezbędnego do rozwiązania zadania i wymieniony tylko w jednym miejscu na arkuszu. Efekt naszej pracy wcale nie musi przejawiać stosunków praktycznych. Komisja w obawie o własne zdrowie nawet nie spróbuje podłączyć prądu, czy sprężonego powietrza. Gdy my będziemy uporczywie próbować odkręcić wieczko skrzynki połączeniowej silnika trójfazowego, komisja może umilać sobie czas przyjemną pogawędką o tym jak to dawniej wyglądały egzaminy lub udzielaniem fachowych porad i podpowiedzi, które czasami warto zignorować. Nawet jeżeli udzielane są ze szczerej chęci pomocy.

Koniec[edytuj]

W ostatniej klasie technikum rok szkolny kończy się kilka dni przed maturą (niestety tylko w teorii). Po zdaniu lub oblaniu matury absolwentów czeka jeszcze żmudne odbieranie dokumentów.

Przyszłość[edytuj]

Po technikum drogę mamy otwartą (nie to co kujony z liceum i matoły z zawodówki). Możemy iść na studia. Jeżeli nie poszczęściło się nam na maturze możemy pracować w swoim zawodzie i zbijać kokosy. Albo iść na ochroniarza, chociaż ochroniarz bez matury to dupa.

Przypisy

  1. Autentyczna nazwa jednego z techników w pobliżu Łodzi
  2. Na więcej liczyć nie można…
  3. Jeżeli siedzenie na lekcjach jest dla przeciętnego ucznia normą
  4. Jeżeli są to śruby na okręgu i jest ich pięć to kolejność idzie po pentagramie
  5. Mazurek
  6. Bo'Bo'
  7. W trzecim będzie C