Severin Freund

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
O, tam leci ptaszek!

Severin Freundniemiecki skoczek narciarski, objawienie sezonu 2010/11. Postrzegany jako potencjalny kontynuator sukcesów takich niemieckich sław jak Hitler, Szmit czy Hanni, wraz z którymi skończyły się niemieckie skoki. Nałogowy gracz Deluxe Ski Jump[1]. Przed każdym skokiem lubi żuć swoje wkładki do buta. Raz nawet zapomniał zabrać ich z dołu i musieli mu je w ostatniej chwili przynosić. Swego czasu miał awersję do mamucich skoczni i skakał na nich tylko u siebie w Oberstdorfie, jednak zmienił swoje przyzwyczajenia i z biegiem lat został nawet mistrzem świata w lotach.

Początki[edytuj • edytuj kod]

Zafascynowany sukcesami swoich idoli ze skoczni oraz pierwszą odsłoną Deluxe Ski Jump, Severin postanowił, że też zacznie skakać. Szło mu wolno i bez większych żadnych sukcesów. Nie błyszczał na Mistrzostwach Świata Juniorów, a poza występami na nich, nie miał za bardzo się czym pochwalić. Z roku na rok, szło mu jednak coraz lepiej. Co prawda odbywało się to w ślimaczym tempie, lecz Severin nie zaprzestawał treningów przeplatanych z biciem rekordów w DSJ. W 2007 po raz pierwszy został powołany do reprezentacji. Jego ówczesnym sukcesem było dwukrotne zakwalifikowanie się do drugiej serii konkursowej, co nie jest osiągnięciem na miarę szczególnych zachwytów. Rok później, w związku z kruszeniem się i niestabilnością kadry niemieckiej, Severin brany był co łaska jako wypełnienie puli startowej. Spisywał się nieźle, co nie zmienia faktu, że zachwycać się tym nie wypadało. Sezon 2009/10 wyglądał mniej więcej tak samo jak poprzedni, z tym, że uzbierał dwa razy więcej punktów co ostatnio, a powodem jego startów było zwątpienie kadry trenerskiej w kontynuację dobrych występów Pascala Bodmera.

Szczyt formy[edytuj • edytuj kod]

Na początku sezonu 2010/11 skakał mniej więcej tak, jak pod koniec poprzedniego, czyli przeciętnie. Wszystko się nagle odmieniło, gdy dostał boskiego podmuchu i wygrał swój pierwszy konkurs, nieważne, że w Sapporo. Dzień później był drugi, a tydzień później w Zakopanem trzeci, przegrywając tym samym z wielkim Adasiem. Wbrew pozorom, dzień później nie zajął czwartego, lecz piętnaste miejsce. Nie zraziło go to i na stałe wbił się do czołówki światowej, strasząc rywali swoimi dalekimi skokami. Po drodze zdarzyło mu się wygrać jeszcze jeden konkurs w Willingen. Nie pojechał do Vikersund, ze względu na strach przed lotami przygotowania do Mistrzostw Świata w Oslo, na których praktycznie nic nie osiągnął. Podczas pierwszego konkursu drużynowego chciał zrobić nam łaskę i wypieprzył się po lądowaniu. Mimo to, utrata 15 punktów za styl nie pomogła Polakom odrobić strat do Niemców. W drugiej drużynówce sprawiedliwości stało się zadość i mimo tego, że skakał już najlepiej ze wszystkich, swój skok spieprzył Uhrmann, a Niemcy oddali swój brąz Słoweńcom. W sezonie 2014/15 wygrał taką tam kryształową piłkę dzięki zdradliwemu zwycięstwu Jurija Tepesa. Sezon 2015/16 zwiastował, że utrzyma formę z poprzedniego sezonu, ale jego plany zostały pokrzyżowane przez Piotra II Wielkiego, który nagle zaczął wygrywać wszystko i wszędzie. Na osłodę zostały mu zwycięstwa w Lillehammer, Niżnym Tagile i oczywiście w Oberstdorfie, gdzie pokrzyżował wcześniej wspomnianemu Pero plany wygrania wszystkich czterech konkursów Turnieju Czterech Skoczni. W sezonie 2016/17 było podobnie. Wygrał w Ruce, na chwilę odebrał małemu demonowi żółty plastron lidera PŚ, ale i tak jego plany wygrania czegokolwiek w tym sezonie diabli wzięli, kiedy przed konkursami w Willingen ogłosił zakończenie sezonu z powodu kontuzji. A nie, wróć – zerwanie więzadeł było tylko gwoździem do trumny, ponieważ po udanym początku z każdym kolejnym konkursem spadał w klasyfikacji generalnej. Niemniej życzymy przyjacielskiemu Sewerynowi powrotu do zdrowia.

Przyszłość[edytuj • edytuj kod]

Mimo ciągłych problemów zdrowotnych i coraz to bardziej zaawansowanego wieku Seweryn Przyjaciel nie zaprzestaje prób powrotu do światowej czołówki, robiąc progres ze słabego na równego, lecz przeciętnego skoczka. Na szczęście dla niego taki poziom jest wystarczający do utrzymania miejsca w kadrze i nawet udało mu się na MŚ w Oberstdorfie zdobyć złoto w drużynie!

Przypisy