Kamil Stoch

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru
Plik:Stoch1.jpg
Kamil Stoch
Kamil szczęśliwy ze swojej pierwszej wygranej w PŚ
Inne zwycięstwo Kamila. Wartość zdjęcia podwyższa Adaś, który tego dnia zakończył karierę
Kamil cieszący się jak dziecko
Kamil utrzymujący się na piłce
Kamil opalony w koszuli z guzikami
NonNews
Zobacz w NonNews temat:

– W takim razie życzę dalekich lotów.
– Nawzajem.

Rozmowa Bartosza Hellera z Kamilem Stochem

No skok był dobry, no ale mogło być lepiej, no już moja forma rośnie, no będzie dobrze.

Kamil po udanym konkursie

Trzymajmy ręce za naszego skoczka!

Sebuś przed skokiem Kamila

Kamil Sztoch, Polszka!

Słoweński komentator o Kamilu.

WYGRAAAAAAŁ! CHYBA WYGRAŁ! WYGRAŁ! (…) JEST ZWYCIĘZCĄ KAMIL STOOOUUUUCH!

Euforia Włodzia po zwycięstwie Stocha w Zakopanem

Szablon:Turodzony 25 maja 1987 w Zakopanem, niezwykle utalentowany skoczek narciarski, reprezentujący Polskę. Mimo braku wymiernych sukcesów do 2011 r. uznawany był za „największą nadzieję polskich skoków”. Dopiero w styczniu 2011 jego forma wybuchła i zaczął skakać na poziomie czołówki światowej. Jego największym sukcesem jest niezajęcie w ostatnim sezonie ostatniego miejsca w jakimkolwiek konkursie, wygranie 13 konkursów, 26 miejsc na podium, zdobycie Mistrzostwa Świata w Predazzo w 2013 roku dziesięć lat po Adaśku i złotych medali olimpijskich.

Początki

Kariera małego Kamilka zapowiadała się imponująco. Już jako dwunastolatek potrafił skoczyć na Wielkiej Krokwi ponad 120 m. Został więc obwołany przez fachowców „wielkim talentem” i wkrótce trafił do kadry seniorskiej. W sezonie 2005/2006 zaczął występować regularnie w Pucharze Świata, stając się w polskich skokach oficjalnym „numerem 2” (po Małyszu, rzecz jasna) i usuwając z tego miejsca słynnego Marcina Bachledę, który to wcześniej zastąpił na tej pozycji legendę polskich skoków – Roberta Mateję. W kolejnym sezonie Stoch skakał jeszcze lepiej, rozbudzając nadzieje kibiców na świetlaną przyszłość polskich skoków. Wtedy nadeszło lato roku 2007

Sezon 2007/2008 – 30 miejsce

Plik:Stoch2.jpg
Stoch ponownie, w nieco gorszej formie, bo na skoczni

W lecie 2007 Kamil był w świetnej formie. Z tej okazji, 3 października 2007, zwyciężył w Oberhofie. Po tym zwycięstwie zewsząd pojawiły się głosy, że Kamil jest świetny, doskonały i odtąd zawsze będzie wygrywał. Stoch w nie uwierzył. I to, jak się wydaje, okazało się początkiem końca jego kariery.

Jak można się było spodziewać, letnia forma Stocha skończyła się tak szybko, jak się zaczęła – Kamil zaczął skakać tak jak zwykle, czyli przeciętnie. I zapewne wkrótce wszyscy by o jego świetnych letnich występach zapomnieli. Jednak zapomnieć o nich nie chciał sam zainteresowany. W związku z tym, a także swoją wiarą, że zawsze będzie wygrywał, po każdym przeciętnym skoku był wściekły. Zapewne z powodu wściekłości jego umysł nie był zbyt lotny i zaczął udzielać dziennikarzom dość nietypowych wywiadów (fragment jednego z nich można znaleźć powyżej). Doszło do tego, że niezadowolony był nawet po swoim najlepszym występie w karierze, gdy w Predazzo zajął 7. miejsce. Wpadł w depresję.

W całym sezonie tylko raz był zadowolony ze swojego skoku, który akurat wtedy był, co ciekawe, całkiem przeciętny. Chwilę po tym, jak opisał swoje zadowolenie Bartoszowi Hellerowi, okazało się, że trzeba będzie powtórzyć całą serię skoków. Oczywiście, w powtórzonej serii skok zepsuł. Widać, że Walter Hofer go nie lubi.

Sezon 2008/2009 – 30 miejsce

Podczas treningów przed letnim Grand Prix Kamil zrobił bęc. Okazało się, że upadek był tak silny, że Stoch połamał kości i konieczna była seria operacji. W ten sposób przed konkursem w Zakopanem kibice mogli po raz pierwszy od wielu miesięcy zobaczyć skoczka szczęśliwego – dzięki temu, że nie musiał skakać i się stresować, czego bardzo nie lubił.

MŚ w Libercu 2009

21 lutego 2009 r., w ramach obchodów Ogólnopolskiego Dnia Walki Z Depresją, jako że Kamil zajmował po pierwszej serii konkursu MŚ na średniej skoczni zaledwie 9. miejsce, psycholog polskiej kadry zaoferował prowadzącemu w konkursie Harriemu Olli butelkę Wódki za oddanie słabszego skoku oraz obiecał Andersowi Jacobsenowi, że załatwi mu w Polsce kilka hydraulicznych zleceń (bo w Norwegii sami Polacy robią). Pozostało tylko poczęstowanie Martina Schmitta jego ulubioną czekoladą, żeby go dociążyć, i telepatyczne wpłynięcie na psychikę niedoszłego mistrza świata z Liberca Thomasa Morgensterna, aby nie ustał swego skoku (bo wszystko dzieje się w głowie). Ville Larinto zepsuł swój skok, ponieważ ktoś ukradł mu lusterko. W rezultacie Kamil Stoch zajął nielubiane przez sportowców czwarte miejsce, czemu bardzo był rad, a pozostałym do śmiechu nie było. Harri Olli dostał plastikową butelkę Kamila Wódki po jogurcie.

Sezon 2009/2010 – 24 miejsce

A teraz Kamil Stoch pokazuje wszystkim niedowiarkom, że ciężko i systematycznie pracuje, osiągając coraz lepsze wyniki i zajmując 11 13 15 17 19 24. pozycję w klasyfikacji generalnej. Wynika to jednak nie ze spadku formy, ale z faktu, iż Kamil zasmakował w komentowaniu zawodów, na co mu pozwalają tylko wtedy, kiedy nie zakwalifikuje się do konkursu. Dylemat byłby iście hamletowski, gdyby nie fakt, iż po pierwszych (i jedynych) zawodach komentowanych przez Kamila nikt nie zaproponował mu tej fuchy powtórnie. W związku z tym Kamil poczuł się wyjęty spod prawa, znikł całkowicie ze skoczni i zajął się inną działalnością pozasportową.

Sezon 2010/2011 – 10 miejsce

Po udanej Letniej Edycji skoków, w której zajął 2 miejsce (za każdym razem był na podium), Kamil nadal pokazuje, że śnieg jest dla niego za śliski. Początek sezonu był podobny do sezonu 2009/2010. Jednak zaczął progresować, a dnia 23 stycznia 2011 roku w Zakopanem wygrywa po raz pierwszy w karierze zimowy konkurs Pucharu Świata, rekompensując upadek Małysza. Tego samego dnia słynny, bezpodstawny krytyk o intrygującym nicku „antyjumper” kończy swą marną karierę na forum pewnego serwisu informacyjnego. Reszta współpracowników „antyjumpera” popada w głęboką depresję i znacznie zmniejsza swoją prymitywną działalność. Kamil staje się powoli strasznie nudną postacią. 2 lutego, w święto Matki Bożej Gromnicznej wygrywa kolejny konkurs przez przypięcie ciężarków do nart Uhrmanna, bo był przed nim o 20 pkt. W Vikersund na treningach było słabo – klepał nawet bulę, ale w konkursach się poprawił, chociaż skakał przeciętnie. Na MŚ w Oslo zajął 6 miejsce na skoczni normalnej, a na dużej był 6 po 1 serii z niewielkimi stratami do najlepszych. Liczyliśmy nawet na medal, ale Kamil nie dość, że skoczył krótko, to jeszcze i upadł. W Planicy na treningu pobija rekord życiowy (z 222,5 m do 226 m), który zostałby nowym rekordem Polski, gdyby nie skok Adasia na 230,5 m w Vikersund. 20 marca zwalnia Adama Małysza z dalszego skakania przejmując jego pałeczkę i wygrywając ostatni w sezonie konkurs w Planicy.

Lato 2011

Kamil również miał świetną formę, podobnie jak rok wcześniej. Czasami jednak był poza podium, ale w Courchevel ustał z telemarkiem skok na 137 m, który został nowym rekordem skoczni. Niestety wtedy Walter Hofer z Tepesem postanowili tak sfaworyzować Morgiego, że ten wygrał. W Einsiedeln Kamil przerwał passę Morgensterna i wygrał super skokiem na 118 m. Konkurs ten był na tyle loteryjny, że Rafał Śliż był 4, a Ondrej Vaculik 10. Do Hakuby i Ałmat nie chciało mu się jechać, wobec czego zaklepał Morgiemu wygraną w LGP i pozwolił się wyprzedzić Hildemu. W Hinzenbach skakał słabo i był tylko 15, ale 3 października zgodnie z tradycją wygrał konkurs (w Klingenthal) i wyprzedził na ostatniej prostej Norwega, zajmując po raz drugi z rzędu 2 miejsce w LGP.

Sezon 2011/2012 – 5 miejsce

Kamil znów zalicza całkiem sympatyczne lato, dzięki czemu zaoszczędza przynajmniej kilkanaście dobrych wymówek na nieudane skoki zimą, co okazuje się niezwykle przydatne. Jeśli prawdziwego faceta nie ocenia się po tym jak zaczyna, ale jak kończy, Kamila można by uznać za kobietę w spodniach. Fakt faktem zazwyczaj ma całkiem udane pierwsze skoki, ale wtedy zdarza mu się zapomnieć, że zwyczajowy konkurs skoków składa się z dwóch serii, tak więc organizatorzy konkursu często ściągają go z pobliskiej restauracji, gdzie przy piwie odpoczywa po udanej pierwszej serii, i zmuszają go do oddania drugiego skoku, niestety przerażony, zestresowany i zdyszany długim biegiem pod skocznię Kamil zazwyczaj psuje swój drugi skok. Kiedy jednak w pobliżu skoczni akurat nie ma żadnych barów ani restauracji, Stochowi czasami udaje się oddać dwa równe skoki, ale również tylko wtedy, gdy na prowadzeniu nie jest Austriak, bo w przeciwnym wypadku Walter Hofer i Miran Tepeš już na zapas rozgrzewają swoje maszyny do wiatru, aby nasz rodak nie mógł odlecieć zbyt daleko. Niestety mafii narciarskiej nie udało się pokrzyżować planów Kamilowi w Zakopanem, gdzie wygrał. O dziwo, Austriacy wystąpili bardzo słabo.

Jak większość Polaków, a zwłaszcza jak były już niestety mistrz, Kamil ma tendencje do lepszego końca sezonu. Mimo że ostatnio zalicza dobre występy i często jest na podium, lubi doprowadzać kibiców do załamania nerwowego, a zwłaszcza fanów płci żeńskiej, która – jak wiadomo – często wpada w panikę. Prawdopodobnie wziął przywarę po Ammannie, który lubił skakać słabo w treningach, a dobrze w konkursach.

Mistrzostwa Świata w lotach 2012 w Vikersund

Kamil Stoch do Vikersund leciał jako faworyt do zdobycia medalu. W treningach spisywał się niezbyt dobrze (bo on dobrze skacze tylko w konkursach). To nic, że Vikersundbakken ma profil odwrotny niż taki, jaki preferuje Stochu. Ale gdy przyszedł konkurs, ten gamoń postanowił wyeliminować Kamila – puścił go w takich warunkach, że skoczył tylko 152,5 metra. Jednak szczęście w tym ważnym momencie nie odwróciło się od niego – dość słaby skok oddał Schlierenzauer, inni Austriacy niezbyt, więc po długiej przerwie po plamie Stocha odwołali konkurs i przełożyli na następny dzień. W nim zajął dopiero 10 miejsce, bo wkurwiony Tepes (że nie udało mu się zabić Kamila) postanowił go puszczać w słabych warunkach.

Lahti 2012

Miran Tepeš był zniesmaczony tym, że Kamil zajął 10 miejsce na MŚ w lotach w Vikersund, więc postanowił skompromitować go w Lahti. Mimo tego, że na dole skoczni było „czerwono”, ten drań puścił go w tak złych warunkach, że Kamil skoczył tylko 79,5 metra i niestety nie zakwalifikował się do II serii. Jednak inni Polacy w sposób godny zastąpili Stocha – Piotr Żyła był 10, Maciej Kot 12, a Klemens Murańka zdobył pierwsze w swoim życiu pucharowe punkty (był 21).

Koniec sezonu

Kamil pod koniec sezonu skakał jak skakał. Obniżył loty, nie mógł ani razu stanąć na podium, wobec czego dał się wyprzedzić Japończykowi i w klasyfikacji generalnej zajął ostatecznie 5 miejsce.

Sezon 2012/2013 – 3 miejsce

Początek sezonu dla Kamila był bardzo fatalny. na początku sezonu w Lillehammer zajmował odpowiednio 30 i 36 miejsce. Później na Engelberg przypadła wielka forma. Zajął 2 i 14 miejsce. Potem w Turnieju Czterech Skoczni był 13, 6, 2 i 4. W Wiśle zajął miejsce siódme, a w Zakopanem trzeci, Później w kolejnych konkursach był 9, 5, 5, 7, 8 i 9. Niestety, w Klingenthal go zdyskwalifikowano za zły kombinezon. Później czekał na MŚ, nie pojawił się w Oberstdorfie.

Val di Fiemme 2013

Kamil jechał do Predazzo jako jeden z faworytów do medalu. Świetnie się spisywał na treningach przed konkursem na normalnej skoczni. Jednak w konkursie zepsuł drugi skok, przez co zajął 8 miejsce, co wycisnęło łzy naszemu skoczkowi. Jednak później przyszedł czas na rehabilitację i skocznię dużą. Tam Kamil utarł nosa hejterom, Hoferowi, Tepesowi, Prevcowi, Jacobsenowi i innym zdobywając złoty medal. Media TVP z Szaranem, (nie)Szczęsnym i Polo Tajnerem na czele od razu stwierdziły, że to nie jest przypadek, gdyż 10 lat temu na mistrzostwach świata wygrywał tu Adam Małysz. Następnie Kamil niespodziewanie wywalczył medal w drużynie.

Końcówka sezonu

Kamil wygrał 2 konkursy prawie ustanawiając rekordy skoczni i trzymał się w czołówce, dzięki czemu awansował na 3 miejsce PŚ.

Sezon 2013/2014

I tak bułka z masłem jest dla Kamila. W Hintenzarten zajął 8. miejsce. W Wiśle ten model zawiódł. W drużynówce skoczył na 136 metrów, a w pierwszej serii znacznie krócej niż w drugiej. Niestety, w konkursie zawiódł, a to wszystko przez Freitaga czy Wellingera. We Francji także zawiódł, był najbliżej podium, a tacy, jak Wellinger czy Neumayer pokonali go. Dopiero gdy zaczął się konkurs w Einsdein, to wygrał z nielotem. Potem długo, długo nic do konkursu w Hinzenbach i Klingenthal, gdzie skoczył źle.

Zima rulez

W Klingenthal (znowu?) zajął 37. miejsce przy lepszych nielotach, takich jak Dawid Kubacki, Piotr Żyła czy Jan Ziobro. Wygrał wtedy Krzysztof Biegun północny. W Kuusamo na skoczni Ruka postarał się już o 70% lepiej niż w zeszłym roku, zajmując dziesiąte miejsce. Potem w konkursach na skoczniach w Lillehammer zaczął się „poprawiać”. Co prawda w konkursie mieszanym Polacy zajęli ostatnie miejsce, to w konkursach było tak przeciętnie – 20. miejsce, był niżej od Macieja Kota, w drugim na HS138 jakimś cudem poprawił się zajmując 18. miejsce, wyżej był tylko Piotr Żyła, który dwa lata temu też zdobył dużo punkcików. Z Titisee-Neustadt wrócił z 180 punktami. W pierwszym konkursie zajął 2. miejsce, przegrywając tylko z Morgim. W drugim zajął 1. miejsce, a Morgenstern wtedy się wyjebał wtedy upadł. W Engelbergu nabił tyle samo punktów, co w Niemczech. W pierwszym konkursie na obiekcie Gross-Titlis-Schanze zajął drugie miejsce, przegrywając tylko, co ciekawe, z Janem Ziobrą i został liderem PŚ. W następnym konkursie pokazał klasę. Po pierwszej serii przegrywał tylko z Austriakiem, a w drugiej serii skoczył przy tylnym wietrze 130 m, a Austriak zajął 4 miejsce, pozwalając Ziobrze na drugie podium w karierze i Stochowi na zwycięstwo. Wreszcie nadszedł Turniej Czterech Skoczni…

Turniej Czterech Skoczni

Zaczął się Turniej Czterech Skoczni. Wypatrywano jako faworyta murowanego do zwycięstwa, jednak zepsuł skok w Oberstdorfie (znowu ten Tepes). w drugiej serii awansował na 13 miejsce, jednak później coraz lepiej, 7, 3, pierwsze miejsce, 8 miejsce, skończył w turnieju na miejscu siódmym, gorszym od reszty

Puchar świata w lotach – 7 miejsce

Odbyły się tylko dwa konkursy z powodu, że w Planicy był remont skoczni, 10 stycznia był szósty przegrywając nawet z Kasaim. Następnego dnia był wciąż w czołowej 10, jednak zajął 9 miejsce. Utrzymał pozycję lidera Pucharu Świata, jednak turniej zakończył na siódmym miejscu

Dalsza część sezonu i igrzyska olimpijskie

NonNews
Zobacz w NonNews temat:

Do Polski pojechał jako zwycięzca, jednak to nie wygrał konkursu, ale utrzymał pozycję lidera Pucharu Świata, w Wiśle był po pierwszej serii piąty za Księżniczką, jednak w drugiej skoczył na drugie miejsce przegrywając tylko z Andreasem Wellingerem. W Zakopanem skoczył ponad 125 metrów, jednak był blisko upadku, i skończyło się na fatalnym, 17 miejscu, jednak ciągle w żółtym plastronie lidera PŚ, niestety, nie za długo, bo do Sapporo nie pojechał, więc koszulka trafiła do Petera Prevca, Stoch tracił 91 punktów do lidera PŚ, w Willingen dwa razy wygrał, dwa razy drugi był Severin Freund, a trzecie miejsce było w rękach Słoweńców: Damjana i Prevca, aż w końcu nadszedła Olimpiada. 6 lutego na treningach był cienki, zajmując 20., 10. i 22. miejsce, w piątek był lepszy był drugi i dwa razy pierwszy. 8 lutego w serii próbnej skakał nie za daleko, w kwalifikacjach sto metrów. Aż nadszedł konkurs indywidualny. W pierwszej serii zmiażdżył rywali, skacząc 105 i pół metra, w drugiej nie oddał złota – 103,5 metra, Hofer z Tepesem zostali sojusznikami i planują go puścić w wietrze z boku do nawet 5 m/s. Spisek przybiera na sile, gdyż Stoch swoimi skokami ukradł cenny złoty medal oraz kawałki meteorytu w nim zawarte.

Ciekawostki

  • Tuż przed Mistrzostwami Świata w Lotach Miran Tepes wykopał Kamilowi mogiłę na pobliskim cmentarzu w Vikersund. Ponadto Miran wszystko sobie zaplanował (przy pomocy Hofera), jednak na szczęście nie udało mu się zabić naszego Kamyczka.
  • Jak można było się domyślić, jest nielubiany przez Hofera i Tepesa.
  • Po wywalczeniu złotego medalu w Rosji Putin i Hofer oraz Tepes zostali sojusznikami i planują zabić Kamila.
  • Wbrew temu, co mówi Szaran - nie jest rekordzistą skoczni w Soczi.